Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

AMERYKAŃSKI DZIEŃ SPRZECIWU WOBEC BRUTALNOŚCI POLICJI

Stało się coroczna tradycja, ze dzień 22 października jest dniem sprzeciwu wobec brutalności policji, głównie – choć nie tylko - z bezprawna brutalnością. Koalicja rozmaitych ruchów od human rights, eko, przez feministyczne, do lewicowych i prawicowych, pod nazwa „October 22nd Coalition to Stop Police Brutality” jest formalnym sponsorem corocznych wydarzeń.

Wydarzenia te przybierają różną formę. W niektórych miastach są to wiece, w innych spotkania czy projekcje filmów, jeszcze gdzie indziej pikiety lub – najpopularniejsze w dużych miastach – marsze. Policja różnie reaguje na tego typu wydarzenia, choć generalnie funkcjonariusze starają się nie zwracać na siebie uwagi. Bywa, że policjantów „asystujących” podczas wydarzeń 22 października jest mniej niż podczas innych podobnych akcji. Niestety, bywa też, że policja zachowuje się brutalnie wobec protestujących jak np. w Chicago, gdzie bite są autobusy ludzi zmierzających na marsz, lub w NY gdzie na ulicach pałuje się demonstrantów. Tylko czasami policja używa radykalniejszych niż pałki środków przemocy wobec ludzi głośno sprzeciwiających się jej brutalności. W większości przypadków „starć” policji z demonstrantami, organizatorzy z „October 22nd Coalition To Stop Police Brutality” twierdzą, że „atak” policji był nielegalny. Typowo dla USA, media podają o wydarzeniach tylko lokalnie, pomijając fakt, ze 22-ego akcje są przeprowadzane w całych Stanach. Tylko niektóre media są bardziej rzetelne.
22 października w Los Angeles przyciąga szczególną uwagę, ponieważ samo miasto ma unikalna różnorodność etnicznokulturalną. Jest to też druga pod względem wielkości aglomeracja w USA, no i ciągnący się od ponad roku głośny skandal jawnych nadużyć władzy przez funkcjonariuszy z samego centrum miasta – stacji Rampart. W Los Angeles organizowany jest marsz poprzedzany tańczącymi Indianami, w środku którego jedzie odkryta ciężarówka ze zdjęciami bezprawnie skrzywdzonych i zabitych przez policje ludźmi, marsz dyktują głośne bębny i tamburyny skutecznie przyciągające uwagę „gapiów”. Zazwyczaj policyjna obecność podczas marszu i wiecu jest minimalna.
Trochę inaczej było podczas ostatniej przedwyborczej konwencji demokratów, która miała miejsce właśnie w Los Angeles w sierpniu. Ponieważ konwencja – odbywająca się co 4 lata – ściągnęła uwagę mediów, towarzyszyły jej setki demonstracji od wolnościowych poprzez religijne do antymilitarnych i ekologicznych. Policja była radykalniejsza niż zazwyczaj, używając m.in. plastykowych kulek do „rozwiązania” LEGALNYCH demonstracji. Używano też prowokacyjnych chwytów, jak wyłączanie elektryczności zanim koncert dobiegł końca, co podnieciło chuliganów, których później wzięto za powód ataku na całą grupę demonstrantów. Policja nie dawała też wystarczająco czasu na rozejście się oraz biła i strzelała do przypadkowych ludzi, włączywszy dzieci, dziennikarzy i bezdomnych. Marsz przeciwko brutalności policji funkcjonariusze zaatakowali dwa razy, używając karabinków ze plastykowymi kulkami. Na dużej przestrzeni blokowano też przejścia dla postronnych ludzi. Do dziś sprawy z tego „incydentu” są w sadach.
Marsz zorganizowany 22 października 2000 nie przyciągnął dużej i dobrze uzbrojonej asysty policyjnej, choć ludzie w mundurach zachowali się trochę inaczej niż w ciągu poprzednich lat. Zaczęło się normalnie, przemowy, śpiewy, wywiady, granie, marsz, wiec, ignorowane grupki chuliganów. Nad głowami nie latało już tyle reporterskich helikopterów jak w zeszłym roku, kiedy właśnie nagłośniły się skandale brutalnego nadużywania władzy przez policjantów w Los Angeles (sprawy ze skandalu ciągną się do dziś). Tradycyjnie były policyjne helikoptery. Pokazywano zdjęcia niewinnie zastrzelonych lub bezprawnie okaleczonych przez policje, bezpodstawnie wsadzonych do więzień nie raz na kilka lat. Mówiono o ulicznej przemocy i innych aspektach policyjnej brutalności. Zdecydowana większość z niemal 2 000 uczestników marszu zachowała się pokojowo. Pod koniec wiecu, ponad 200 ludzi odłączyło się od reszty będącej pod główną siedzibą policji, maszerując dookoła siedziby. Główny marsz, jak i mniejsza grupa, miał legalną asystę prawników obserwujących sytuację. Jim Lafferty, szef prawników, powiedział później, ze chociaż organizatorzy nie mieli pozwolenia na marsz wokół siedziby policji, to funkcjonariusze powiedzieli, iż można przejść wokół, ale nie blokować ulicy. Komandor policji Luis Gray nie potwierdził ani nie zdementował tej informacji. Wśród 200-osobowej grupy znaleźli się nieliczni chuliganie niszczący przystanki autobusowe i rzucający plastykowe butelki. To był powód dla policji do niespodziewanego ataku na całą grupę. Policja użyła karabinków z plastykowymi kulkami i posiłki na koniach bijąc wszystkich, nie tylko małą grupkę wandali, którzy nie zdążyli uciec. 19-letni student Jeremy Obersten został postrzelony, chociaż był zupełnie pacyfistyczny i nie miał wiele wspólnego z resztą. Jeremy przyłączył się do marszu, ponieważ słyszał o skandalach w Rampart. Nie znał on nikogo skrzywdzonego przez policję, zatem nie miał bezpośredniego związku ze sprawą, ale po postrzeleniu powiedział „po dzisiejszym dniu to jest osobiste”. Obserwujący z chodnika adwokaci Bob Myers i Martin West zostali zaatakowani przez policjantów na motorach i aresztowani. Nie pozwolono im rozmawiać z przełożonym funkcjonariuszem. Mayers powiedział, że to i atakowanie ludzi na chodniku jest ewidentnym naruszeniem prawa przez policje. Podczas całej „konfrontacji” policji z 200-osobową grupą demonstrantów poważnych obrażeń doznały dwie osoby, pośród 10 z małymi urazami znalazł się reporter największego w Kaliforni hiszpańskojęzycznego pisma „La Opinion”. Aresztowano kilka osób. Brutalnie spychani ludzie uciekli do głównej grupy demonstrantów, gdzie organizatorom udało się opanować sytuację. Wiec zakończył się bez dalszych konfliktów. Marszowi oprócz policji na koniach, motorach i pieszej, asystowali też – coraz popularniejsi w dużych miastach – policjanci na rowerach. Działacze Związku Ekologicznego Polonii Amerykańskiej (Polish American Environmental Alliance) brali udział w „bezpotyczkowej” części wydarzeń 22 października.

z Kalifornii Przemysław Sobański
Przemysław Sobański