Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Czy Zieloni to nowobogaccy?

Czy Zieloni to nowobogaccy? – pyta dość przewrotnie Piotr Poleski w ZB 4/2007, s. 26. Otóż jest to postawienie problemu, tematu – na głowie. Kiedy zaczęto strumieniem pieniędzy leczyć przyrodę i środowisko, hasło „ekologia” stało się popularnym wytrychem, otwierającym kasę. Właściciel pralni chemicznej, nie zmieniając niczego w jej działaniu, dodawał na szyldzie słowo „ekologiczna”, bo „ekologiczna pralnia chemiczna” jest trendy, jego kasa też.

Redaktor w TVP realizuje audycję o ekologii – telefonuję do niego i pytam, czy czytał Zielone Brygady lub Dzikie Życie. Nie czytał i nie przeczyta – ale kasę za audycję wziął i uważa się za znawcę tematu.

W radiu audycja o GMO i kilku profesorów (!) wypowiada się na ten temat z entuzjazmem, przypominając, że samochodów też się kiedyś obawiano, a nawóz koński był szkodliwy itd. – poziom argumentacji za GMO jest po prostu żenujący! A ci panowie (profesorowie) – mają wpływ na decyzje (i kassę za ekspertyzy – tyle, że piwo, którego nawarzą, będziemy pić my)! Groza! Takich przykładów można mnożyć setki.
Kto wytłumaczy związek mniejszości (bardzo hałaśliwych) – ekologią (związek rzepa z psim ogonem)? A może polskimi Zielonymi są:
  • działkowcy, spędzający wolną chwilę przy pracach ogrodniczych
  • uczniowie, których się goni do sprzątania Ziemi, choć jej nie brudzili
  • leśnicy, którzy lubią swój zawód
  • grzybiarze, z których większość las szanuje
  • wszyscy, którzy cenią Naturę i wiersze ks. Jana od Biedronki
  • itd., itp.
Mam też nieodparte wrażenie, że ekologów ci u nas dostatek. Tak ich dużo, że aż dziw, że lasy brudne, Ziemia chora, rzeki – lepiej nie mówić.
Panie Piotrze! Jako czytelnik ZB proszę o konkrety (opis problemów, co zrobiono, co jest do zrobienia; konstruktywne propozycje, itp.), zamiast błyskotliwych refleksji, które jednak są nieco jałowym popisem elokwencji i spraw do przodu nie posuwają.

A na Pańskie tytułowe pytanie: czy Zieloni to nowobogaccy (a może starobogaccy)? – nieźle odpowiada Pani Lawendowego Pola (zob.: www.lawendowepole.pl), która wg mnie może być wzorem pewnej, bardzo mądrej i sensownej postawy i wyboru drogi. Sądzę też, że takich osób jest w kraju więcej, tylko nie znalazły się w Pańskim polu widzenia. Co do relacji miasto – wieś, otóż statystyki mówią, że w ostatnich latach więcej osób opuściło Warszawę, niż do niej przybyło. Czyli kierunek migracji został po raz pierwszy odwrócony. Pozdrawiam!
PS 1
Słowem-wytrychem: „ekologia” kasę otworzyli sobie już wszyscy zaradni ludzie. Prócz prawdziwych Zielonych, jak sądzę.
PS 2
Panie Piotrze, fajnie, że zechciał Pan napisać do pisma, które nie płaci honorariów swoim autorom. Ale gdyby jeszcze uważnie czytał Pan ZB (i inne polskie pisma o tematyce ekologicznej)
– może Pańskie pytania byłyby inaczej wyważone? Przy zachowaniu oczywiście należnego szacunku dla angielskiego pisma, jako źródła inspiracji...


Powyższy artykuł w pliku PDF:
Paweł Zawadzki