Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO I PORTAL NIE PROWADZĄ DZIAŁALNOŚCI OD 2008 ROKU.

IVACO – KONIECZNE UZUPEŁNIENIE ARTYKUŁU OLAFA SWOLKIENIA

IVACO – KONIECZNE UZUPEŁNIENIE
ARTYKUŁU OLAFA SWOLKIENIA
W swym artykule zamieszczonym w ZB 176 Olaf Swolkień prowadzący sprawę ze strony Federacji Zielonych – Grupy Krakowskiej, najkrócej jak było to możliwe zrelacjonował istotę rzeczy i ostatni wyrok NSA w sprawie – nazwijmy to hasłowo – IVACO. Chodzi o zamiar wybudowania kompleksu handlowo-usługowego o funkcji i rozmiarach supermarketu w ścisłym centrum Krakowa, pod hasłami ratowania najstarszego w Krakowie klubu sportowego – Cracovii.

Jakie to ratowanie – i co by z niego wynikało, i dla Miasta, i dla mieszkańców, i dla klubu – wielokrotnie było opisywane – a tekst p. Swolkienia, choć krótki – wiele mówi. Nie chcę się w tej chwili zajmować dodawaniem szczegółów, jednak po przeczytaniu tekstu uważam, iż powinien być on uzupełniony zasadniczą informacją, czy raczej refleksją.
NSA uznał, iż zarówno udzielone Warunki Zabudowy i Zagospodarowania Terenu, jak i w konsekwencji tego i samo zezwolenie na budowę, są sprzeczne z prawem, konkretnie z Planem Zagospodarowania Terenu. A więc można ogłosić zwycięstwo prawa, rozsądku i pośrednio klubu sportowego – bo w przeciwnym razie sam, już za kilka lat, musiałby się wynieść z terenu przy ul. Kałuży (a to można na gruncie umowy IVACO – MKS Cracovia z dużym prawdopodobieństwem wyprowadzać). Zwycięstwo Federacji Zielonych, Polskiego Klubu Ekologicznego, ss. Serafitek (a nie Norbertanek), wspólnot okolicznych mieszkańców. W sumie pięciu podmiotów prawnych będących stroną w sporze, w którym – o ironio – po drugiej stronie bariery stało Miasto, mające dbać o środowisko i interesy mieszkańców.
Ze sprawą mam do czynienia od jej zaistnienia, a właściwie od momentu gdy, jako członek Komisji Planowania Przestrzennego spoza Rady Miasta Krakowa tamtej kadencji, zetknąłem się z zapisami aktu założycielskiego MKS Cracovia. Nieliczni Radni, którzy rozumieli swą rolę służebną wobec mieszkańców i próbowali prezentować racjonalne argumenty, byli wraz z pozostałymi stronami sprzeciwiającymi się tej inwestycji kreowani przez media na niepoprawnych politycznie, czyli tzw. „oszołomów”.
Dla mnie, jako prowadzącego sprawę ze strony Polskiego Klubu Ekologicznego i mieszkańca równocześnie, wyrok ten nie jest jednak zwycięstwem. Jest tylko wygraną bitwą. Dużą, zasadniczą – ale nie rozstrzygającą.
Dlaczego? To jest właśnie temat, który powinien wg mnie uzupełnić wystąpienie O. Swolkienia.
Po pierwsze: już od kilku dobrych lat, w tym miejscu, mogłoby stać coś, co przynosiłoby zyski miastu, klubowi, mieszkańcom, a co byłoby zgodne i z Planem, i z zasadami gospodarczego chronienia środowiska. To nie jest sukces, że przez ostatnie lata grupka lobbująca, właściwie prywatne interesy (bo IVACO jest spółką, PRODOMO jest też czymś co jest nazywane „wynajmujący” – i o tym bycie prawnym właściwie nikt nic nie wie) – tyle, że robione pod szczytnymi, choć mało prawdziwymi hasłami, potrafiła doprowadzić do tej swoistej ruletki z Miastem – uda się czy się nie uda przeprowadzić misterną w zagmatwaniu, choć toporną w swej istocie, konstrukcję handlowo-inwestycyjno-finansową.
Po drugie: zauważmy, iż w swym wyroku NSA odnosi się jedynie do niezgodności z Planem. Wystarczy więc w nowej kadencji, przy odpowiedniej proporcji radnych, którym się wmówi gospodarczą i życiową konieczność wybudowania tego „ratunku” dla Klubu – zmienić Plan – i wszystko będzie OK. Zresztą „inwestorowi” jeszcze nie przeszło – o czym informuje prasa.
Sąd, rozpatrując sprawę z punktu widzenia przekroczeń prawa i procedury, w ogóle nie odniósł się do przytaczanych w odwołaniu PKE przekroczeń w zakresie prawa ochrony środowiska. Nie odniósł się do żadnego z argumentów wykazujących, jak ten zamiar inwestycyjny przekracza wymóg realizacji rozwoju zrównoważonego – a to jest naczelną zasadą zapisaną w prawie i podpisywanych zobowiązaniach międzynarodowych. Czyli nie odniósł się nawet do ogólnej zasady.
Za mało jest tu miejsca, by szczegółowo przytaczać argumentację – niemniej warto podkreślić podstawowe sprawy – nawet bez powoływania się na litery stosownych artykułów.
Przytoczmy choćby następującą sekwencję (cyt.):
Rzeczpospolita Polska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju, oznaczającą dążenie do:
• … ograniczania uciążliwości dla środowiska i nieprzekraczania granic wyznaczonych jego odpornością,
• zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa ekologicznego,
• tworzenia podmiotom gospodarczym warunków do uczciwej konkurencji w dostępie do ograniczonych zasobów i możliwości odprowadzania zanieczyszczeń.

Popatrzmy na IVACO. Możliwości środowiska są dla tej lokalizacji dysproporcjonalnie za małe – tak jakby ktoś chciał urządzać raut w M-3 i to pozbawionym przedpokoju. Przekroczenie możliwości środowiska rzuca się w oczy, nie wspominając o bezpieczeństwie ekologicznym mieszkańców, a o uczciwości konkurencji w dostępie dla środowiska można by długo dyskutować.
Prawo też określa zasady, zmierzające do zapewnienia współczesnemu i przyszłym pokoleniom korzystnych warunków życia oraz realizacji prawa do korzystania z zasobów środowiska i zachowania jego wartości.
Tak więc zasada zrównoważonego rozwoju i niepogarszanie stanu środowiska są fundamentem, na którym według prawa ma się opierać nasz stosunek do środowiska.
Artykuły te są, na wstępie, łamane już samą koncepcją projektowanej inwestycji i w samym założeniu. Co za interes społeczny w tej inwestycji – na czym konkretnie ma on polegać? Grupowy (kibiców, Klubu?) i tak wątpliwy. Jednostkowy – na pewno. Polegać ma on może na „sprzedaży” przeznaczenia terenu? Na paserstwie terenem (bo jak wiemy, jest on własnością ss. Norbertanek). Nie mamy też do czynienia z przeciwdziałaniem, a odwrotnie – z działaniem na rzecz zmian cech fizycznych i charakteru środowiska oraz jego pogarszaniu.
Już teraz dla przykładu – po uruchomieniu przeprawy mostowej i hotelu, jeszcze bez supermarketu, co najmniej połowa ruchu z autostrady i z nowego mostu, przemieszczając się w stronę północno-zachodniej części miasta przez wąskie uliczki dzielnicy (zamkniętej naturalnymi granicami – Wisła, Błonia, Aleje), „płynie” przez jedną ulicę o szerokości ok. 6 m, zastawioną – z konieczności – zaparkowanymi samochodami. Mieszkańcy mają zapewniony dyskomfort środowiskowy nawet w nocy. Sznur samochodów, choć z autostrady, to nie na autostradzie a w „studni”. Problem jest i w tym, iż w potrzebie wybudowania mostu „już”, bo sukces musi być „już”, wybudowano jego wersję lokalną – a nie strategiczną, i aby odciążyć dzielnicę trzeba będzie wyłożyć pieniądze na nowy most, tunel i dojazdy. A tak przynajmniej ten docelowy most już by stał. Tak więc – dzielnica ma „przechlapane” na stałe, bo pieniądze na ten docelowy, strategiczny most znajdą się na tzw. „świętego nigdy”.
Czy mamy zatem i w tym przypadku do czynienia nie tyle nawet z kompleksowym, ale w ogóle jakimkolwiek, wieloaspektowym rachunkiem i z uwzględnieniem innego niż gospodarcze znaczenia traconego środowiska i zasobów naturalnych. Zasobem jest tu oczywiście nie minerał, ale warunki życia i odpoczynku oraz stan środowiska, w tym – powietrza.
Definicje nie pozostawiają wątpliwości i wskazują na niekompetencję tych, którzy przez zrównoważony rozwój rozumieją np. rozwój równomierny we wszystkich dziedzinach lub np. tylko taki, który nie przekracza możliwości środowiska (które to możliwości, zresztą nie za bardzo wiadomo jak wyznaczać). Pasuje jak ulał określenie „szkodliwe” tej lokalizacji, założenia Centrum Handlowego o powierzchni całkowitej 40 tys. m2, użytkowej 20 tys. m2, w tym handlowo-biurowej 12 tys. m2, z supermarketem o powierzchni 4 tys. m2, „restauracją” McDonalds’a. To razem nie daje pola do wykrętnych interpretacji zapisów prawa. Wobec definicji sklepu wielkopowierzchniowego na nic nie zdadzą się zapewnienia, iż nie chodzi tu wcale o supermarket. Chodzi, chodzi – tyle, że jest on chytrze przemianowany. Ekskluzywny handel! Przekroczenie możliwości środowiska, żadne tam integrowanie działań – za to uciążliwości i niszczenie jak najbardziej.
Tyle tylko ze spraw ogólnych.
I może na nich zakończę – nie wchodząc w dalsze szczegóły i tylko by wskazać problem. Ten w odwołaniu był prezentowany w wielu artykułach szczegółowych zapisów prawa, porównywanych z projektem i zamierzeniem inwestycyjnym.
Sąd w ogóle nie wziął pod uwagę tych argumentów. Wyrok Sądu jest wyrokiem, jest wykładnią i jako obywatel mam go przyjąć i przyjmuję do wiadomości. Dla mnie jest tylko przykre, że tak naprawdę – ten wyrok jest przegraną z punktu widzenia interesów środowiska, jego ochrony i poważnego, prawnego traktowania zapisów o rozwoju zrównoważonym, o równym dostępie do środowiska, o warunkach prowadzenia działalności gospodarczej (a nie jej zaniechania), w zgodzie z możliwościami środowiska itd.
Wystarczy teraz, że przyjdzie nowa ekipa radnych, która uzna, iż taka budowa – jak onegdaj Huty Lenina – będzie interesem – i w jednym podniesieniu ręki zmienią Plan Zagospodarowaia Przestrzennego. I zgodnie z tą wykładnią – wszystko będzie w porządku.
Dla mnie więc jak i wszystkich nas, nie tylko te pięć stron w tej jednej sprawie, i nie tylko w tej sprawie, czeka ciężka i długa walka o najzwyklejsze honorowanie zapisów prawa. Nawet o docieranie do luminarzy prawa z pytaniem i informacją, co znaczą merytorycznie te zapisy, które kiedyś ktoś zaproponował w Sejmie. To niestety jest też i rola organizacji pozarządowych. Dlatego też bardzo się boję obecnych prób ich uładzenia przez usadzenie na bezpłatnych etatach. Wyższa szkoła jazdy – ale to już jest inny temat.
Komuniści mieli swój Front Jedności Narodu FJN – organizacja formalnie niezależna. Każda władza, bez względu na kolor, pragnie mieć swych niezależnych – zależnych. Tak więc, co chwilę, któryś Wielki a Niezależny ląduje w tzw. „sferach”. Przykłady są.
Było coś takiego – społeczne poparcie światłych działań jedynie słusznych decyzji.
Trzeba pilnować spraw od samego początku – od dołu do góry.
Politykom łatwo się zapisuje ładnie brzmiące deklaracje – ale jak przyjdzie co do czego, - to ich nie ma.
Niewesoła to konstatacja – ale sygnał, iż do tryumfu to jeszcze droga daleka. Nawet w tej jednej sprawie IVACO.
A postawili by coś, co by było zgodne z zasadami ochrony środowiska i już by zarabiało. Dla wszystkich i ku rozwojowi ciała i ducha.

dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański
PS
Proponowałbym też drogiej Redakcji, w związku z innym tekstem w tym samym numerze ZB, refleksję nad słowem jako takim i używanym znaczeniem słowa „homilia” oraz istotą tekstu z tym podtytułem i znaczącym tytułem.
Wygląda na to, że lubicie sobie „przywalić” katolikom i wierzącym inaczej – nie w Gaję i Matkę Ziemię.
A co? Nie wolno przywalić? Ależ wolno – nawet to teraz w modzie.
Ale u kogo, nie będę się rozpisywał.
Współczuję.
FSD
Kraków 23.9.2002

rys. Łukasz K.
http://www.rysunkizapraszam.glt.pl
dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański