Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

JAKIE ZAGROŻENIE DLA PRZYRODY NIESIE POWIĘKSZANIE GOSPODARSTW ROLNYCH I INTENSYFIKACJA PRODUKCJI ROŚLINNEJ, CZYLI PRZYJMOWANIE WZORCÓW Z UE

JAKIE ZAGROŻENIE DLA PRZYRODY
NIESIE POWIĘKSZANIE GOSPODARSTW ROLNYCH
I INTENSYFIKACJA PRODUKCJI ROŚLINNEJ,
CZYLI PRZYJMOWANIE WZORCÓW Z UE

Zwolennicy ingerencji w przyrodę bardzo często, wyjaśniając swoje stanowisko, posługują się tymi oto słowami z Pisma Świętego: „Czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Mam jednak wrażenie, że ci ludzie nie wiedzą, że człowiek oprócz tego pozwolenia otrzymał także rozum; nie wiedzą również, że czynić Ziemię poddaną, nie znaczy wcale niszczyć ją.

Największą ingerencją w przyrodę i krokiem mającym na celu zintensyfikowanie produkcji rolnej były melioracje odwadniające. One to – wg założeń pomysłodawców – miały zwiększyć (chyba na zawsze) wydajność użytków rolnych. Ochoczo więc, z poparciem całego prawie narodu i za przykładem Zachodu, przystąpiono do realizacji tego planu, którego efekty miały przyczynić się do zwiększenia produkcji żywności i poprawy warunków życiowych polskich rolników, borykających się z kłopotami finansowymi.
Większą część terenów podmokłych kraju pocięto rowami odwadniającymi; zamieniono wiele mniejszych meandrujących cieków – od źródeł aż do ujść – w zdecydowanie głębsze rowy melioracyjne, co spowodowało drastyczny i trwały spadek różnorodności gatunkowej organizmów. Zniszczone zostały ich biotopy, inne organizmy żyły bowiem w zakolach, inne kryły się pod nawisami stromych brzegów, a jeszcze inne w wartkim nurcie wody najintensywniej napowietrzanej; zlikwidowano również miejsca na tarło dla ryb i na gody płazów. Na osuszonych i zaoranych łąkach zasiewano inne rośliny, które – zdaniem specjalistów – miały tam rosnąć zawsze. Niestety, nawet mimo konserwowania rowów melioracyjnych i stosowania właściwego nawożenia mineralnego, głęboko zmurszałe łąki torfowe zaczęły „odmawiać posłuszeństwa” i plon traw z roku na rok spadał. A zamiast trwałego powiększenia wydajności łąk, powiększyła się wyraźnie lista zagrożonych wyginięciem zwierząt roślin i grzybów.
Obecnie istnieje tendencja do powiększania użytków rolnych gospodarstw kosztem małych, rodzinnych, prowadzonych ekstensywnie, czyli w sposób, w jaki zrobiono to w krajach UE.
Następstwem takich zmian będzie dalsze nierozumne czynienie sobie Ziemi poddaną – ingerencja w przyrodę polegająca na likwidowaniu podmokłych, śródpolnych zadrzewień i zasypywanie oczek wodnych, które ominęła akcja walki z mokradłami, czyli niszczenie ostoi, miejsc bytowania wielu gatunków zwierząt bardziej i mniej zorganizowanych, z których większość została objęta ochroną prawną. Większe niebezpieczeństwo dla przyrody przyniosą te działania wówczas, gdy ich realizacja będzie tak skrupulatna jak u naszego zachodniego sąsiada.
Znam rolnika, który łącząc pola, zaorał podmokłe niewielkie łąki charakteryzujące się bogactwem roślin, małych ssaków i bezkręgowców; z tych małych oaz natury wcześniej otrzymywał bardzo dobre siano, chętnie zjadane przez bydło, teraz zaś w miejscu tym zasiewane rośliny uprawne nie chcą rosnąć. Jego decyzja była bezmyślna. Jednakże rolnik ten, również po dokonaniu zakupu obecnie dzierżawionej ziemi – zamierza likwidować oczka wodne (także te, które należy obejmować ochroną), aby nie musieć omijać ich w czasie wykonywania prac na polach.
Zwiększa się również – wzorem Zachodu – chemizację rolnictwa. Związki chemiczne – obce przyrodzie i te stosowane w większych stężeniach – powodują wymieranie zwierząt i roślin związanych z ekosystemami półnaturalnymi naszych łąk i pól. Przypuszcza się, że następstwem tych działań jest spadek liczebności populacji zajęcy czy kuropatw, choć w tym wypadku wiele zawinili także myśliwi. Coraz rzadszymi ptakami polnymi są czajki, przepiórki i świergotki polne.
Prowadząc metodą chemiczną walkę ze szkodnikami owadzimi niszczy się wiele innych gatunków owadów, ponieważ nie ma idealnie selektywnych środków ochrony roślin. Insektycydy zabijają równocześnie owady zapylające plantacje rolnicze np. rzepaku, gryki, grochu, czego efektem jest spadek plonów. Opryski środkami chemicznymi, również poza okresem kwitnienia roślin, powodują straty w pasiekach, ponieważ pszczoły, oprócz nektaru, pobierają spadź z liści np. drzew owocowych.
W czasie koszenia łąk kosiarkami szybkobieżnymi niszczone są legi ptasie i zabijane są młode zające, co łącznie z odwodnieniem powoduje wyraźny spadek liczebności zwierząt tam żyjących.
Czy i pod tym względem zamierzamy również zrównać się z krajami UE?
Przecież obecnie największe w Europie zróżnicowanie gatunków jest naszą dumą. Bogata przyroda ściąga do nas wielu ludzi z Europy i z innych części świata, przedstawicieli tych krajów, które wcześniej od nas zmeliorowały swoją ziemię i powiększyły gospodarstwa rolne wzorując się na dokładności i gospodarności niemieckiej; stosowały masowo pestycydy i większe dawki nawozów mineralnych.
Powracający z Polski przyrodnicy belgijscy, powiedzieli kiedyś: wy, Polacy, macie cudowną przyrodę, ale w pogoni za pieniędzmi nie zniszczcie jej tak, jak zrobiono to u nas.
Przybywają również do nas i Niemcy, by podziwiać to, co u nich zostało zdewastowane– dziką przyrodę. Zachwycają się bocianami, żurawiami, cietrzewiami, kulikami wielkimi i wieloma innymi ptakami żyjącymi na terenach podmokłych.
I właśnie Niemcy, mający decydujący głos w UE i zachwyceni naszą piękną przyrodą (i nie tylko), pragną naszego włączenia do UE i naszej ziemi; pragną oglądać bociany, z których jesteśmy dumni, które są niemal symbolem naszego kraju. Sami niedawno chcieli wprowadzić z powrotem do siebie te ptaki, ale reintrodukcja ta nie powiodła się, ponieważ bocianom do życia potrzebne jest nie tylko miejsce na gniazdo, ale i tereny podmokłe (z podstaw wiedzy ekologicznej). I między innymi dlatego Niemcy usilnie domagają się prawa, które pozwalałoby im kupować naszą ziemię z bocianami i to np. na Mazurach, na Pomorzu i na Dolnym Śląsku.
Obecnie ludzie z Zachodu mogą oglądać bociany chyba tylko w czasie przelotów.
Ale my, jako w większości patrioci, po tylu latach większego i mniejszego zniewolenia, spragnieni pełnej wolności, nie możemy sprzedawać tego, czym się szczycimy przed krajami UE, bo patriotyzmem jest również umiłowanie ziemi ojczystej z jej przyrodą. I między innymi dlatego przed sprzedażą ziemi ostrzegają wrogów narodu polskiego czasopisma przyrodnicze oraz katolickie i patriotyczne Radio Maryja i „Nasz Dziennik”.
I ja byłem zauroczony UE, ale dzięki tym właśnie mediom zostałem wyprowadzony z błędu, zmieniłem zdanie o tym „raju na Ziemi”. I teraz za tymi mediami powtarzam wszystkim błądzącym, że tego skarbu narodowego – dzikiej przyrody – nie wolno nam sprzedawać obcym. Skarb ten istnieje właśnie dzięki dużej wiedzy naszych biologów i braku dokładności – właśnie tej niemieckiej – we wprowadzaniu zmian w przyrodzie, w jej biotopach, polegających między innymi na wyrównywaniu pól i koryt cieków wodnych. To były ozdoby polskiego krajobrazu, za co wdzięczność Stwórcy wyrażali w minionych wiekach i wyrażają obecnie katolicy tymi słowami: „Chwalcie cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki” Ale te nie potrzebne prace melioracyjne przyniosły niemalże nieodwracalną szkodę przyrodzie i równocześnie człowiekowi, bo zostało niewiele tak podziwianych krętych strumyków i ich źródeł. I nie potrzebne nam są te wzorce gospodarowania i ta dokładność sąsiadów zza Odry, które doprowadziły do zniszczenia w wielu miejscach dzieł zdecydowanie doskonalszych niż ludzkie – przyrody.
Ale dzięki temu, że dewastacja przyrody nie zaszła tak daleko jak na Zachodzie, możemy bogacić się – tak jak wiele innych krajów świata – również i na turystyce przyrodniczej, zapraszając do siebie ludzi z np. bogatych krajów europejskich, które poprawiały swoją stopę życiową m.in. prowadząc np. grabieżcą politykę względem przyrody swojej i krajów kolonizowanych, taką gospodarkę, jaką prowadzili w przeszłości nasi sąsiedzi np. na Ziemiach Odzyskanych, a przede wszystkim na Dolnym Śląsku, wycinając wszystkie naturalne lasy i sadząc w ich miejsca drzewa wysokowydajne, pochodzące z innych siedlisk.
Teraz na tych plantacjach leśnych w wielu miejscach widoczne są tylko kikuty pni obumierających drzew, które giną przede wszystkim dlatego, że są w złej kondycji, gdyż wybrane biotopy im nie odpowiadają
Obecnie my, wzorując się na UE, zwracamy zdecydowanie większą uwagę na ochronę środowiska niż na ochronę przyrody i ma się odczucie jakby ta druga była zepchnięta na bardzo daleki plan. To zauważa biolog prof. Ludwik Tomiałojć w „Manifeście ochrony przyrody” (http://www.salamandra.org.pl/news/dokumenty/manifest.html) pisząc tak: „Niestety, koniec dziesięciolecia przyniósł nam też nasilenie działań zdecydowanie wstecznych. O ile kraj nasz dokonał znacznego postępu w dziedzinie oczyszczania środowiska, o tyle w sprawach ochrony przyrody pojawiła się stagnacja, a nawet regres (Denisiuk 2001). Im poważniej świat traktował kwestię ochrony dziedzictwa przyrodniczego i jego różnorodności, tym u nas ostentacyjniej to lekceważono. Nasi politycy i administratorzy nie są świadomi nawet tego, że według Światowej Strategii Ochrony Przyrody (1980) ochrona tejże winna być integralną częścią polityki ochrony środowiska. (…) Mimo stuletniej tradycji i pięknych kart z historii polskiej ochrony przyrody, obecnie to naszych decydentów, a nie odwrotnie, należałoby posyłać do Kostaryki, Namibii lub Tanzanii po naukę tego, jak można rozumnie chronić przyrodę”. Czyli – dodam – tych wzorców nie ma w państwach Europy Zachodniej. I dlatego też istnieje obawa, że jak zostaniemy wcieleni do tejże UE, to ochrona przyrody odejdzie w niepamięć, a nawet zostanie wzmożona z nią walka, bo prawdopodobnie dla większości obywateli państw UE najważniejsze są pieniądze (silne przyzwyczajenie do wysokiej stopy życiowej). To przyzwyczajenie przeszło również i na niektórych obywateli Polski nie włączonej – na szczęście – do tego „ziemskiego raju”, czego – wydaje się – potwierdzenie znajdziemy w innym miejscu wyżej cytowanego Manifestu, a zawarte w tym zdaniu: „Gremia decyzyjne spostrzegłszy, że realizowanie zapisu o rozwoju zrównoważonym ogranicza maksymalizację zysków, przeszły do ataku”.
Potwierdzeniem tego, że to dotyczy niewielkiej części narodu Polskiego, może być zachwyt, wyrażony przez Niemca Carla Badermana, byłego doradcy przedakcesyjnego UE w Polsce, często spotykaną u Polaków dominacją potrzeb duchowych nad materialnymi. Zachwyca się nami, a szczególnie naszym rolnictwem i przyrodą, ekspert Brytyjskiej Agencji Rozwoju Wsi sir Julian Rose, ponieważ odczuł skutki likwidacji w swoim kraju małych gospodarstw i wpływu gospodarstw obszarniczych na rodzimą przyrodę. I zauroczony przyrodą Polskiej wsi razem z Jadwigą Łopatą stworzył Międzynarodową Koalicję na rzecz Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC).
Niech więc teraz obywatele państw Europy Zachodniej, u których zrodziła się potrzeba zaspakajania potrzeb duchowych, przyjeżdżają do nas i płacą za to, że mogą je u nas zaspokoić, podziwiając naszą przyrodę, i niech płacą za zdrową żywność, bo to możemy im zapewnić właśnie dzięki ekstensywnej i często zgodnej z naturą rodzinnej gospodarce rolnej, gdzie wykorzystuje się jeszcze nawozy organiczne i korzysta z walki biologicznej ze szkodnikami. W tej walce dużą rolę pełnią sprzymierzeńcy rolnika – ptaki osiedlające się w śródpolnych zagajnikach i podmokłych lasach olchowych (zwanych łęgami) i małych łąkach, które nie zostały osuszone dzięki zdecydowanej postawie naszych naukowców, biologów w szczególności. W niektórych łęgach do dziś możemy podziwiać ogromne bogactwo i innych zwierząt, także roślin i grzybów; tam jeszcze można znaleźć meandrujący strumyk z dużą różnorodnością gatunków organizmów. Mamy jeszcze wiele podmokłych łąk, cudownie kwitnących na wiosnę, z licznymi gatunkami roślin i żyjących wśród nich zwierząt, bo woda sprzyja bujnemu życiu.
Czyżby o tym nie wiedzieli obecni członkowie UE? A o tym, że chemizacja rolnictwa nie sprzyja przyrodzie też nie wiedzieli? A gdzie byli – szanowni panowie z Zachodu – wasi biolodzy, rzekomo lepiej wykształceni od naszych?
Wobec tego zapraszamy was wszystkich do nas, na naszą własną, ojczystą ziemię, na odpoczynek na łonie natury, natury – jeszcze nie do końca zniszczonej, nad czyste jeziora i rzeki, do śródpolnych lasów i puszcz z bogatą różnorodnością gatunków, rozśpiewanych ptaków i z wieloma innymi istotami, bo nadal aktualne są stwierdzenia zawarte w wierszu „Chodziły tu Niemce…” Marii Konopnickiej, że nasza ziemia i cudowna przyroda są skarbami bezcennymi. Przyjeżdżajcie, bo mamy swoją, zdecydowanie zdrowszą żywność pochodzącą z gleb nie zatrutych chemikaliami, z gleb z jeszcze istniejącym życiem biologicznym i zapoznawajcie się z naszymi rodzinnymi gospodarstwami rolnymi.

Krzysztof Pawłowski
krispa@go2.pl
Krzysztof Pawłowski