Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

NATURALNE ZIELEŃCE

Modny, wygodny i praktyczny sposób prowadzenia zieleńców polegający na regularnym ich wykaszaniu, na Zachodzie „wychodzi z mody”, bo jak się okazuje ma szereg wad. Tradycyjnie prowadzone zieleńce wymagają ciągłego i kosztownego nadzoru (pielęgnacji) , bo dobierane przez człowieka rośliny zwykle nie są dopasowane do danych warunków glebowych. Koszone zieleńce maja mniejszą powierzchnię asymilacyjną i w małym stopniu pochłaniają stałe zanieczyszczenia powietrza.


Proponowane przeze mnie – na wzór Zachodu – zieleńce naturalne prawie nie wymagają zabiegów pielęgnacyjnych, bo zrobi to za nas lepiej Natura. Natura sama dobierze stopniowo odpowiedni skład gatunkowy roślin do gleby, przy czym ustali się równowaga dynamiczna. Czyli powstaną pięknie kwitnące, od wiosny do jesieni, łączki. W nich – w okresie począt-kowym, czyli w okresie wdrażania należałoby ustawiać tabliczki zabraniające wydeptywania, później w skupiskach roślin zasiewanych przez Naturę – tabliczki informujące jakie to są gatunki, co zdecydowanie podniesie rangę zieleńców.

Na osiedlu na którym mieszkam, kiedy władzom miejskim zabraknie pieniędzy, to wówczas opóźniają koszenie trawników i one przepięknie zakwitają. Czyli sprawdza się tu stare powiedzenie: „Nie ma złego co by na dobre nie wyszło”.

Na takiej łączce położonej na ubogiej glebie ciągnącej się wzdłuż drogi miejskiej naliczyłem kilkadziesiąt roślin kwiatowych.
Ale na zieleńcach nie koszonych zaczną pojawiać się siewki krzewów i drzew, i z czasem powstałby las. Aby do tego nie dopuścić, tam gdzie las nie jest pożądany, należy co kilka lat przesadzać pojawiające się gdzieniegdzie młode krzewy i drzewa.

I w ten sposób zachowamy ekosystemy łąkowe. Po przekwitnięciu, obumarłe rośliny pozbawione nasion, na wiosnę będą wykruszały się i opadały na ziemię, by ustąpić miejsca młodym bylinom wyrosłym z podziemnych części i zasilić glebę w próchnicę. I cykl się powtórzy.

Zakwitające łączki będą odwiedzały owady z barwnymi motylami włącznie, które w roślinach będą się rozmnażały. Jesienią i zimą do uschniętych roślin wypełnionych nasionami przylecą licznie ptaki jak do stołówki. I w ten sposób powiększymy bioróżnorodność miasta, nauczymy szacunku i rozumnego podejścia do przyrody, oraz zaoszczędzimy dużo pieniędzy pobieranych od nas z podatków i czynszów, co jest chyba dla wielu najbardziej przekonywujące.

Krzysztof Pawłowski
Białystok
krispa@go2.pl
Krzysztof Pawłowski