Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Pytania

Profesor Leszek Kołakowski wygłosił w telewizji cykl odczytów na temat „O co pytają nas wielcy filozofowie”. Szanuję wiedzę wybitnego znawcy filozofii, ale marzy mi się kierunek przeciwny: pytają zwykli ludzie (za takiego siebie też uważam), a filozofowie odpowiadają. Czyż nie do filozofii należy ex definitione odpowiedź na podstawowe pytania, jak np. skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy? Jeśli wolno, spróbuję sformułować kilka trudnych pytań.

PYTANIE 1

Czy to dobrze, że w rolnictwie stosuje się nawozy sztuczne, chemiczne środki ochrony roślin, a w spożywczym przemyśle chemiczne dodatki w ogólnej liczbie sięgającej 2000 rodzajów?

Chemię wprowadzono aby zaspokoić popyt na żywność. Udało się, ale są też inne skutki. Przenawożone rośliny i ich jadalne części są nadmiernie wyrośnięte i szkodliwe dla spożywających je ludzi i zwierząt (azot).

Chemiczne środki ochrony roślin są po to, aby niszczyć szkodniki, ale skuteczniej zabijają wrogów tych szkodników a także pożyteczne owady, np. pszczoły. Część tych trucizn – podobnie jak część nawozów sztucznych – jest spłukiwana przez deszcze i nawodnienia do rzek, zatruwając je. Część, jeszcze nie rozłożona, jest spożywana wraz z roślinami przez ludzi i zwierzęta.

Stosując chemiczne środki ochrony roślin nieświadomie angażujemy ewolucję do pomocy w uodpornianiu szkodników i chwastów na nie. Liczba uodpornionych gatunków szkodników rośnie i końca gigantycznej wojny chemicznej ludzi przeciwko przyrodzie nie widać. Corocznie masowo stosuje się ochronę i corocznie przepada ponad jedna trzecia zbiorów.

W przemyśle spożywczym produkty traktuje się nie zawsze obojętnymi dla zdrowia dodatkami. Mleko naturalne w niskich ale dodatnich temperaturach zachowuje świeżość przez kilka dni. Stosuje się też dodatki zmieniające konsystencję, kolor i smak.

Czy postępujemy rozsądnie, wprowadzając na wielką skalę niebezpieczne związki chemiczne do ekosystemów? Czy napewno nie było i nie ma innego wyjścia?

PYTANIE 2

Czy to dobrze, że my, ludzie, urządzamy zagładę florze i faunie Ziemi?

Wbrew pozorom, oburzenie nie jest tu na miejscu.

Nie ma już na kuli ziemskiej większych obszarów zasiedlonych przez florę i faunę, gdzie by człowiek nie ingerował.

Obszary z florą i fauną poddane minimalnej ingerencji ze strony człowieka, jak np. parki narodowe, rezerwaty, ostępy stanowią znikomą część powierzchni ziemi. Wielkie obszary noszące jeszcze tradycyjne nazwy, jak puszcze, tajgi, sawanny, dżungle, stepy, prerie są w dużym stopniu zmienione i nadal zmieniane przez człowieka w wyniku wyrębów, wypalań, przyłączania do użytków rolnych, plantacji wybranych gatunków, turystyki, pozyskiwania wszystkiego co ludziom potrzebne, zaśmiecania, degradacji. Na takich zubożonych terenach wiele gatunków fauny wymiera z braku warunków do odżywiania się i rozmnażania.

Inne wielkie obszary to plantacje, uprawy, łąki, pastwiska, gdzie władca świata toleruje tylko to, co uprawia i hoduje.

Cała reszta to szkodniki zwalczane czym się da, najczęściej przy pomocy chemii. Na tych obszarach ma miejsce drastyczne naruszanie równowagi międzygatunkowej. To kij, który ma dwa końce.

Wreszcie niemałe obszary zajmują siedliska ludzkie i tereny przemysłowe, komunikacyjne, powierzchnie składowe, zwały, składowiska odpadów, wysypiska śmieci i inne elementy industrializacji i urbanizacji. Na takich obszarach stan posiadania przyrody poza kikutami drzew i strzyżonymi trawnikami jest raczej skromny.

Nieprzekonanych namawiam, aby sobie sprawdzili w wiarygodnych źródłach, ile gatunków roślin i zwierząt już wyginęło w czasach panowania nad światem ludzi takich jak my i ile gatunków jest zagrożonych wyginięciem w najbliższym czasie. Ja znalazłem dane mówiące, że każdego dnia ulega bezpowrotnej zagładzie od 50 do 100 gatunków (nie egzemplarzy, ale całych, kompletnych gatunków) roślin i zwierząt.

PYTANIE 3

Czemu jesteśmy ekologicznymi flejtuchami?

Doświadczyłem na sobie szybkiego tempa rozwoju cywilizacyjnego. 70 lat temu korzystałem z żywności bez jednorazowych opakowań. Mleko brało się bezpośrednio od krowy i po przecedzeniu trzymało się w piwnicy w garnkach ceramicznych. Twaróg odciskało się z podgrzanego kwaśnego mleka, masło „kleciło” się w maślnicy i przechowywało w liściach chrzanu. W dzisiejszych czasach wszystkie te artykuły i mnóstwo ich przetworów otrzymuje się w opakowaniach zwanych jednorazowymi, ale wykonanych z tworzyw sztucznych, aluminium i innych dość trwałych surowców.

Nawet jaja kupuje się w opakowaniach, a właściwie to wszystko: jarzyny, warzywa, owoce, jagody, produkty zbożowe, mięso i ryby oraz ich przetwory i – o zgrozo – wodę. Wiele lat wyciągało się wodę ze studni i używało bez zaśmiecania natury. Obecnie nawet z wodociągu woda już nam nie smakuje. Kupujemy ją w plastykowych butelkach z nazwy jednorazowych, ale mających trwałość stu do pięciuset lat. Reasumując, rozwój doprowadził do tego, że jedzenie i picie stało się niemożliwe bez jednoczesnego zaśmiecania przyrody. Nawet ekolodzy i zieloni, wbrew swoim przekonaniom, są zmuszeni brać udział w systemie: „6 miliardów butelek plastykowych dziennie dla przyrody”.

Mówimy o zaśmiecaniu głównie tworzywami syntetycznymi, ciałem obcym dla przyrody. Prawdopodobnie potrzebuje ona setek lat, aby rozłożyć i wchłonąć te nowe związki chemiczne. Wówczas trafią one do łańcucha pokarmowego powodując zatrucie flory i fauny. To, co teraz wyrzucamy, w pełni zadziała po wielu latach. Już znane są zatrucia tworzywami sztucznymi w Japonii, Korei i Rosji. Objawiały się dolegliwościami skórnymi, defektami płodu, poronieniami, częstymi chorobami u dzieci.
  • Co gorsze: oficjalne czy nieoficjalne?
Zaśmiecanie środowiska naturalnego można podzielić na oficjalne i nieoficjalne. Pierwsze, to wrzucanie odpadków i śmieci do wystawionych pojemników i wywożenie na składowisko odpadów. Drugie, to wyrzucanie odpadków na ziemię lub do wody w pobliżu ich powstania. Np. wędkarz, spacerowicz, wycieczkowicz, turysta po spożyciu pokarmu czy napoju porzuca zbędne już opakowanie na ziemię lub do wody. Młody gniewny po wypiciu alkoholu rozbija butelkę, trochę tak, jak śpiewał Metz: ...szampan był, bito szkło, to było właśnie to. Człowiek czynu, po ukończeniu budowy lub remontu pakuje do worków resztki farb, rozpuszczalników, klejów, lepików, szkła i gruzu i wywozi do lasu lub na pole rolnika. Elegantka wyrzuca niemodną już odzież i każe mężowi wywieźć ją – razem ze starymi tapczanami – do lasu. Cechą dzikich wysypisk jest to, że nie wiemy, kto personalnie odpady wyrzucił, ale możemy zobaczyć, że są one prawie wszędzie. Czy więcej odpadów trafia na dzikie składowiska czy na oficjalne, to zależy od kraju.
  • Dziki zwierz
Nieoficjalny zaśmiecaczu! Wyobraź sobie, że jesteś dziką świnią. W lesie pod starymi drzewami nie znajdujesz już owoców i nasion buka, dębu, orzecha, jarzębiny, aronii, czarnego bzu, dzikiej gruszy, jabłoni, bo takie drzewa wycięto i założono plantacje sosny. Nie znajdujesz polan, gdzie rosną smaczne byliny z równie smacznymi kłączami, gdzie poszycie bogate jest w dżdżownice i larwy; nie znajdujesz, bo polany zalesiono plantacjami sosen, a w poszyciu leśnym pełno korzeni, szkła, gruzu i chemicznych środków ochrony plantacji drzewnych. Czy poddasz się biernie losowi, jak te rzesze zajęcy, które w milczeniu wyginęły od pyłu i chemicznych substancji? Czy poddasz się zagładzie, jak głuszec, który przetrwał milion lat, a teraz nie może przystosować się do nadmiernie zubożonego środowiska?

Czy nie wykorzystasz swojej wysokiej – jak na zwierzę – inteligencji i zalety wszystkożerności?

Tak! Będąc dzikiem zrobiłbyś to. Gdy tylko środki ochrony roślin na kartoflach nieco się rozłożą, częściowo spłyną na niższe obszary, ruszyłbyś na plantacje kartofli, a jak tego zabraknie, to na trawniki miejskie, gdzie nie ma tłuczonego szkła, gruzu, wrednych plastyków, piekących farb i lepików, na jakie w lesie możesz nadziać się ryjem.

Tak to świat zwierząt sygnalizuje tym z nas, którzy są zdolni to pojąć, że tacy jak my doprowadzili średnią i grubszą zwierzynę do progu ostatecznej zagłady. Nie formułuję tego w formie pytania do filozofa, lecz jako stwierdzenie faktu, który ma miejsce obiektywnie, nawet jeśli wielu mędrców powie: „sytuacja nie jest jeszcze najlepsza i musimy się nad nią zastanowić.” Natomiast formułuję prośbę pod adresem filozofów jako:

PYTANIE 4

Dlaczego my, ludzie, zaśmiecamy rzeki, jeziora i ziemię, a zwłaszcza pobocza dróg, szlaków i ścieżek odpadami?

Biorąc pod uwagę wysoką inteligencję naszego gatunku, pytanie należy uznać za trudne. Pozwolę sobie przywołać kilka przypuszczalnie kojarzących się z tym pytaniem obserwacji.
  • Pierwsza obserwacja
Każdy etap stwarza podstawy pod następny. Rozwój społeczeństw i związany z tym rozwój industrializacji, urbanizacji i chemizacji spowodował wzrost emisji wyziewów, pyłów, ścieków i odpadów. Rozwój wchodzi w nowy etap, w którym woda z wodociągów będzie wykorzystywana jedynie do spłukiwania, mycia i prania. Do picia i gotowania będzie używana woda źródlana, głębinowa i sztucznie produkowana, dostarczana odbiorcom w „jednorazowych” plastykowych opakowaniach. Pomyślny rozwój społeczeństw (przekroczenie liczebności 6 miliardów osób) i opanowanie wydajniejszych technologii i metod w rolnictwie i hodowli spowodowało przemieszczenie ludności ze wsi do miast, w tym do gigantycznych metropolii. Osiągnęliśmy nowy etap rozwoju, w którym konsumenci zostali odsunięci od miejsca produkcji żywności. Nie mogą już zaopatrywać się bezpośrednio u pierwszych producentów i samodzielnie przetwarzać produktów spożywczych.

Otrzymują przetworzone już i fabrycznie porcjowane i pakowane artykuły spożywcze. Konsumują zawartość, a opakowania pozostają. Są one oczywiście niestrawne i dla ludzi i dla przyrody.
  • Druga obserwacja
Producenci opakowań bezzwrotnych z góry zakładają, że opróżnione opakowania będą zrzucane na przyrodę. Nie zauważyłem tu ingerencji instytucji i władz nadzorujących. Nie słyszałem o ukaraniu kogoś za zaśmiecanie lasu czy rzeki z wyjątkiem karania za rozrzucanie wrogich władzy ulotek. Czy można się dziwić, że konsumenci mogą uznać, że to co nie jest zabronione, jest dozwolone. Będą więc wyrzucać na ziemię lub do wody już niepotrzebne opakowania. Muszą tylko spełniać ten warunek, który spełniają producenci: stosować metodę faktów dokonanych i nie przejmować się przyrodą, a zacząć zastanawiać się dopiero wtedy, kiedy okaże się, że fakty dokonane zwracają się wyraźnie przeciwko ludziom.
  • Trzecia obserwacja
Czym kierują się ludzie, którzy swoje odpady komunalne wywożą do lasu zamiast ładować je do pojemników? Czy chęcią uniknięcia kosztów? Jaki motyw może kierować turystami porzucającymi w miejscu skonsumowania posiłku opróżnione opakowania; wycieczkowiczami pozostawiającymi podobne śmieci na miejscu biwakowania; pasażerami wyrzucającymi te rzeczy z okien pociągu czy samochodu? Czy tylko prymitywna logika: po co mam nosić ze sobą coś, co nie jest mi już potrzebne?

Czemu wędkarze porzucają śmieci w miejscu do którego wracają?

A konsumenci, którzy wielokrotnie wracają ze sklepu tą samą drogą i porzucają przy niej butelki po napojach i cynfolie po słodyczach?

Ci sami ludzie zwykle są zadbani i utrzymują swoje mieszkania w czystości. Czy można więc zarzucić im niedbalstwo? Czy jest to jakiś defekt psychiczny – a jeśli tak – to jaka jest jego przyczyna? Odpowiedź, ale nie pokrętna, jest tu konieczna.

PYTANIE 5

Czemu musimy się zbroić?

Czy zbrojenia mają związek z przyrodą? Wiadomo, że tak. Wyprodukowanie rakiet, armat, czołgów, transporterów, broni palnej, lotniskowców, okrętów podwodnych, samolotów wymaga spalenia wielkich ilości węgla, koksu, gazu, produktów ropopochodnych; wymaga wydobycia rud żelaza i wielu metali nieżelaznych; wymaga przemysłu hutniczego, maszynowego, elektrotechnicznego, chemicznego i tworzyw syntetycznych. Przygotowanie amunicji i głowic nuklearnych wymaga przeróbki wielu metali i tworzyw sztucznych. Utrzymanie całej wojskowej machiny w sprawności wymaga spalania olbrzymiej ilości paliw i zużywania amunicji.

Nie trzeba dodawać, że wspomniane gałęzie przemysłu produkują szkodliwe odpady gazowe, płynne i stałe, które kaleczą przyrodę.

Czy państwa lub inne wspólnoty zbroją się dlatego, że uważają wojny za nieuniknione?

Jest prawie pewne, że w czasach dawniejszych niż 10 lub 11 tysięcy lat temu zdarzały się walki międzyplemienne, lecz wojny na wielką skalę zaczęto prowadzić dopiero wówczas, gdy rozwinęło się rolnictwo i hodowla i gdy powstały superplemiona w postaci miast-państw. Od tamtych czasów wojny z przerwami towarzyszą ludzkiej cywilizacji.

Specjaliści od pokoju, miłości i miłosierdzia, hierarchowie różnych wyznań, którzy demonstrują swoje kontakty z odpowiednimi Bogami (przynajmniej takie kontakty, jakie miał dziad przemawiający do obrazu) przez długie tysiąclecia i nadal nie potrafią zlikwidować zjawiska wojen w życiu ludzi cywilizowanych. Stojąc na gruncie realizmu nie pytam czy wojny są nieuniknione. Kieruję pod adresem filozofii następujące pytanie:

PYTANIE 6

Dlaczego wojny są nieuniknione?

PYTANIE 7

Po co ludzie, tacy jak my, zbudowali gigantyczną cywilizację?

Mam na myśli:

1. Wydobywanie i przetwarzanie metali w różnych kolorach, minerałów, skał, kruszyw, żywic.
2. Wyrąb drzew i ich przetwarzanie.
3. Zabijanie tych zwierząt, które można zjeść lub przetworzyć na inne cele.
4. Wydobywanie złóż węgla, ropy naftowej, gazu i in., przetwarzanie i spalanie dla uzyskania energii.
5. Przemysł hutniczy, maszynowy, elektrotechniczny, materiałów budowlanych, chemiczny, tworzyw sztucznych, spożywczy, lekki i in.
6. Transport i budownictwo.
7. Zmechanizowane i schemizowane rolnictwo i hodowla.
8. Inne gałęzie przemysłu i gospodarki.

Zastanówmy się, której to dziedzinie ludzkiej aktywności niezbędna jest ta olbrzymia cywilizacja.

Czy dziedziną, dla której niezbędna jest współczesna technika i technologia są zbrojenia?

I tak i nie. Siły militarne wykorzystują istniejącą już cywilną technikę i technologię, adaptują ją twórczo, a nawet stymulują jej rozwój, ale wojny można toczyć w oparciu o technikę i technologię, jaka w danej epoce jest opanowana. Gdy był tylko oszczep, musiał wystarczyć.

Czy to potrzeby kulturalne zdopingowały nas, ludzi, do wypuszczania na drogi miliardów pojazdów mechanicznych?

Przeciwnie. Poetom, pisarzom, kompozytorom, malarzom, rzeźbiarzom, śpiewakom nie sprzyja smród spalin ani ryk samochodów i samolotów. Wiele arcydzieł kultury powstało przed epoką industrializacji.

Może potrzeby nauki skłoniły ludzi do budowy gigantycznego wielobranżowego przemysłu?

Na pewno nie. Pitagoras i Tales już tysiące lat temu odkrywali prawa matematyki. Newton, Kopernik i Kepler skutecznie badali kosmos, kiedy jeszcze nie było przemysłu optycznego. Jeśliby nawet zaszła potrzeba budowy aparatury i laboratoriów do badań fizycznych i chemicznych, nie wymagałoby to pędzenia po drogach tysięcy cystern z paliwem i sunięcia po oceanach setek zbiornikowców z ropą naftową.

Czy to skłonność ludzi do dawania pokazów, dominowania, zabawiania się i do wszelakich maskarad była bodźcem do zbudowania industrialnej i urbanistycznej potęgi?

Wyścigi i rajdy samochodowe, motocyklowe i rowerowe na najlepszych drogach i najgorszych bezdrożach korzystają z przemysłu motoryzacyjnego, ale nie to było przyczyną, że na świecie codziennie pędzi, smrodzi i ryczy wiele miliardów pojazdów różnego kalibru.

Sport szybowcowy i akrobatyka lotnicza korzystają z przemysłu lotniczego, ale nie tu leży przyczyna zbudowania masowej komunikacji lotniczej.

Żeglarstwo stymuluje pracę rzemiosła szkutniczego, nie był to jednak powód budowy przemysłu stoczniowego i produkcji masowców, drobnicowców, zbiornikowców, promów itp.

Takie natomiast przejawy popisywania się i dążności do górowania, jak bawienie się modą, świecidełkami ze szlachetnych metali, drogich kamieni i wyrobów z kłów słonia oraz kosmetyków, wniosły niewątpliwie ważki wkład do rozbudowy przemysłu lekkiego i wyniszczenia zwierząt, które miały kuszące rogi, kły, pancerze, futra, pióra.

Podobnie, charakterystyczna dla takich ludzi jak my, turystyka oraz skłonność do delektowania się najwymyślniejszymi potrawami, napojami i używkami przyczyniły się do dalszego rozwoju międzynarodowego transportu, sztuki kulinarnej i medycyny.

Reasumując, wypada twierdzić, że takie nasze skłonności jak dawanie pokazów, dominowanie, bawienie się i maskarady w pewnym stopniu ukierunkowały rozwój naszej cywilizacji, nie decydowały jednak o zasadniczej treści naszej cywilizacji.

Jakie są główne przyczyny naszej cywilizacji?

Nie tylko filozof, ale każdy z nas – po zastanowieniu się – odpowie na to pytanie.

Primo – musimy chronić nasze nieprzystosowane ciało przed dobowymi i rocznymi wahaniami temperatury. Stąd uprawy roślin włóknodajnych, jak bawełna, len, konopie, juta, agawa, palma i in., przemysł włókienniczy, krawiectwo, sieć handlu odzieżą; zabijanie zwierząt dla skór i futer. Stąd przemysł garbarski, obuwniczy, kożuszniczo-futrzany i sieć handlu.

Secundo – musimy mieć ogrzewane i klimatyzowane gniazda. Stąd tartaki, ciesielnie, stolarnie, fabryki mebli, cementownie, wapienniki, cegielnie, kamieniołomy, żwirownie, piaskownie, stalownie, zbrojarnie, huty szkła i aluminium, fabryki okien, plastyku, papy, lepiku, materiałów izolacyjnych; budowlane przedsiębiorstwa ze sprzętem, transportem; domy i miasta z instalacjami wody, kanalizacji, elektryczności, ogrzewania, gazu, telefonów.

Tertio – musimy jeść i pić. Stąd olbrzymie i rosnące aż do oporu obszary upraw rolniczych, pastwisk i łąk (kosztem wylesiania), hodowla zwierząt rzeźnych, uprawy i produkcja pasz, fabryki nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin, fabryki traktorów, siewników, kombajnów, silosy, elewatory, młyny, piekarnie, ciastkarnie, obory, chlewnie i fermy z instalacjami pojenia, karmienia, usuwania odpadów, rzeźnie, wędliniarnie, sieć handlowa, przemysł przetwórczy, ujęcia i butelkowanie wody, zbiorniki wody i wodociągi, sieci kanalizacyjne i oczyszczalnie ścieków, fabryki detergentów i trucizn doczyszczenia ubikacji, wanien, zlewów i naczyń z pozostałości pokarmów.

Quarto – warunkiem funkcjonowania tej olbrzymiej gospodarki są rozbudowane środki transportu nie tylko ludzi ale i nośników energii, surowców, półfabrykatów, wyrobów, wody, odpadów, ścieków. Stąd mnóstwo pojazdów kołowych, statków, pociągów, samolotów.

Qwinto – dalszym warunkiem, abyśmy mogli najeść się, napić, odziać i obuć, mieszkać, bawić się i rozmnażać jest wyszkolenie około stu milionów młodzieży rocznie i zatrudnianie miliardów osób nie tylko do obsługi gospodarki, kontroli i rozliczania ludzkich działań, lecz także do obsługi przestępców, ofiar wypadków, ofiar błędów dietetycznych i złych nałogów, a także do obsługi poszkodowanych przez stosowanie nie zawsze bezpiecznych środków chemicznych do forsowania urodzaju, zwalczania szkodników hodowanych i przedłużania trwałości artykułów żywnościowych.

Reasumując, na pytanie, jakie są główne przyczyny zbudowania naszej cywilizacji, każdy z nas – według mojego mniemania – może śmiało sam sobie odpowiedzieć: Cały ten moloch industrialno-urbanistyczny jest niezbędny dla zaspokajania naszych podstawowych potrzeb.

Aby się odziać i obuć, najeść i napić, aby się przespać, zabawiać i rozmnażać, rwiemy z Ziemi miliardy ton węgla i ropy naftowej, miliardy metrów sześciennych gazu; produkujemy miliony ton wyrobów metalowych, drewnianych, plastykowych, chemicznych, elektroinstalacyjnych; zbudowaliśmy miliony kilometrów dróg, linii kolejowych, rurociągów, tysiące statków i samolotów, miliardy samochodów, budowli i budynków. Zatruliśmy i nadal zatruwamy coraz bardziej powietrze, ziemię i wodę; zaśmiecamy coraz skuteczniej świat; coraz szybciej likwidujemy ostatecznie i nieodwracalnie kolejne gatunki flory i fauny.

To jest rachunek płacony za „dach nad głową, wikt i opierunek” takich ludzi jak my.

W tych rozważaniach doszliśmy do punktu, z którego nie ruszymy dalej bez pomocy. Chciałoby się móc poprosić jakiś autorytet o odpowiedź na następujące pytania:

PYTANIE 8

Dlaczego tacy ludzie jak my nie żyją w harmonii z przyrodą, ale w konflikcie z nią?

PYTANIE 9

Jak mogło dojść do powstania ludzi takich jak my, to znaczy, osobników rażąco nieprzystosowanych do warunków panujących na Ziemi?

Nasz rozwój opiera się na nieustającym (aż do końca świata i o jeden dzień dłużej) przyroście liczebności populacji. Politycy i duchowni różnych krajów robią co mogą, aby tak było. A masy nie zawodzą.

W wielu krajach, takich jak Etiopia, Sudan, Czad, Gwinea i inne przyrost naturalny wynosi ok. 3%, mimo iż produkcja żywności zmniejsza się. W kraju nad Wisłą prawomyślna kobieta mówi: mamy piętnaścioro dzieci, ale jeśli przyjdą następne, to je przyjmiemy, bo wierzę, że Bóg nas nie opuści a państwo nadal będzie pomagać. Jej mąż nic nie mówi, tylko czeka na wieczór.

Orędownicy rozwoju opartego na wiecznym przyroście ilościowym i namiętni realizatorzy tej wizji myślą nie rozumem, ale instynktem. Jak jacyś szowiniści antropologiczni mniemają, że wolno nam bezkarnie robić wszystko, co nam się żywnie podoba. Nie zauważyli, że mnogość gąb do nakarmienia już wielokrotnie przekroczyła tę ilość, którą przyroda, rolnictwo i hodowla mogły nakarmić naturalnie, bez nawozów sztucznych, bez chemicznych środków ochrony roślin, bez chemicznych dodatków do żywności, bez globalnego zatrucia powietrza, ziemi i wody; bez zaawansowanej już i nieodwracalnej zagłady naturalnej przyrody, istniejącej tu nie od 10 tysięcy, ale od milionów lat.

Ludzka inteligencja jest tak wysoka, że pozwala w jednej chwili podnieść pi do potęgi pi, rozwiązać układ stu równań ze stoma niewiadomymi. Jednocześnie umysł większości ludzi jest aż tak ograniczony, że uniemożliwia obliczenie, ilu baranów zmieści się na Ziemi i każe nie widzieć nic złego w robieniu śmietnika z lasów, rzek, jezior i parków narodowych.

Wypada zadać kolejne pytanie.

PYTANIE 10

Kiedy nastanie na Ziemi piekło?

Nie pytam „czy”, ale „kiedy” pod wpływem poniższych obserwacji.

Czy elementem tego piekła będzie GŁÓD?

Użytki rolne na świecie ulegają degradacji skutkiem rabunkowego ogałacania gleb z próchnicy, erozji wodnej i wietrznej, zasolenia, a w niektórych rejonach również powodzi albo pustynnienia.

Coraz trudniej będzie nawet nawozami sztucznymi i genetyczną modyfikacją wydusić ze zdegradowanej gleby coraz większy urodzaj. Dalsze zajmowanie lasów z przeznaczeniem na użytki rolne nie ma perspektyw, bo sprowadza nowe kłopoty, jak np. uszczuplenie tak potrzebnego pozyskania drewna.

W obliczu postępującej degeneracji gleby i na skutek niekwestionowanego atrybutu naszego rozwoju – permanentnego przyrostu naturalnego – powszechny GŁÓD po okresie kilku, a może kilkunastu, pokoleń wydaje się nieunikniony.

Czy istotnym elementem piekła będą CHOROBY?

Będąca w pełnym toku likwidacja resztek naturalnej przyrody pogłębi radykalnie biologiczną nierównowagę międzygatunkową.

Jeśli to prawda, że rocznie ginie 0,2% gatunków roślin, a jest ich 500 tysięcy, to połowa, czyli 250 tys. gatunków wyginie w okresie 250 lat. Bez roślin wyginą i zwierzęta, o ile nie zdechną wcześniej od picia wody z rzek. Inne dane prognozują, że w strefie międzyzwrotnikowej w okresie 230 lat ulegną ostatecznej zagładzie wszystkie dzikie (naturalne) gatunki roślin i zwierząt. Szkodniki naszych upraw, w tym wirusy, bakterie i grzyby, już teraz hartowane chemicznie, nie dadzą się wytruć ani wyciąć. Już teraz różne szkodniki, żywione przez nas, a jednocześnie traktowane truciznami, niszczą więcej niż 30% plonów i ten odsetek nie ma zamiaru spadać.

Ilość stosowanych w rolnictwie nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i konserwantów żywności ma tendencję zwyżkującą, co już doprowadziło do wielu ofiar wśród flory, fauny i ludzi. Ludzie, stłoczeni w przemysłowym i miejskim hałasie, drganiach, pyle, spalinach, oderwani coraz bardziej od naturalnych warunków chorują coraz powszechniej na choroby cywilizacyjne. Z danych internetu wynika, że w r. 2060 na cukrzycę będzie chorowało ponad 12 miliardów ludzi. Nie można wykluczyć masowych porażeń słonecznych roślin, zwierząt i ludzi poprzez dziury ozonowe zawinione przez...

Czy częścią składową piekła na Ziemi będzie KLIMAT?

Samochodów i innych urządzeń do spalania paliw nie brakuje. Od oddychania i podpalania lasów dwutlenku węgla też nie ubywa. Lasy, które pochłaniały ten gaz a produkowały tlen, gonią resztkami.

Sezonowe uprawy rolnicze i nieco strzyżonych trawników nie uchronią ludzi przed dusznością i efektem cieplarnianym. Następne pokolenia doświadczą jak zareaguje prowokowany klimat.

Czy może piekło na Ziemi będzie polegało na DEGENERACJI PSYCHICZNEJ ludzi?

Już dawno zauważono, że ludzie, stłoczeni w nienaturalnych warunkach, są skłonni ulegać podobnym psychicznym deformacjom, na jakie zapadają zwierzęta trzymane w ZOO, jak np. zabijanie własnych dzieci. A kto dojdzie, jak na nas zadziałają wprowadzane przez nas samych do łańcucha pokarmowego tysiące związków chemicznych, w tym metale ciężkie? Już obecnie niektórzy ludzie nie potrafią odróżnić dobra od zła.

Po tych spostrzeżeniach nasuwa się jeszcze jedno trudne pytanie.

PYTANIE 11

Co jest takiego w naszej cywilizacji i w nas samych, co popycha nas ku katastrofie?

Józef Wasilik
tel. 032 4316310
e-mail: jzef.wasilik@neostrada.pl

9.2006
Józef Wasilik