Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

RZEKI ZAMORDOWANE

RZEKI ZAMORDOWANE

“Rzeka domowa” to rzeka najbliższa, wpisana w nasz życiorys od najwcześniejszych lat. Jednak nie każda, rzeka może zostać obdarzona tym serdecznym tytułem, jedynie ta, z którą wiąże nas bezpośrednia zażyłość, nasycona wspomnieniami i wzruszeniami licznych doznań. Każda z rzek może stać się rdzeniem życiorysu tych wszystkich, którzy wychowali się w pobliżu jej brzegów i czują się wpisani przez sieć jej dorzeczy w idylliczną krainę małych ojczyzn.
Przeżycia te i związane z nimi kulturowe treści mogą stać się wyróżnikiem tożsamości i wspólnego dziedzictwa, co poświadcza wymownie rzewna pieśń Zaolzian do słów Jana Kubisza poświęcona Olzie Teraz, po wieku spustoszenia, nie możemy sobie nawet wyobrazić jak malownicza i urokliwa była niegdyś ta ziemia łagodnych wzgórz, dolin i rozlewnych rzek wijących się powolnym nurtem do ujścia, skąd można było spławiać barki hen do morza. Być może uda się kiedyś jeszcze przywrócić w nich życie, ale już nigdy nie odzyskamy w pełni ich naturalnego piękna “rzek domowych”, którymi być przestały.
To fragmenty artykułu wstępnego Tadeusza Kijonki, redaktora naczelnego miesięcznika “Śląsk” (nr 8/2003), poprzedzający opis, w osobnych tekstach – Olzy, Rawy, Kłodnicy, Przemszy Białej i Czarnej, Brynicy, Rudy, Soły i Małej Panwi.
Smutna to lektura, to właściwie opisy przewlekłych chorób, zakończonych morderstwem. Rzeki, w których pełno było ryb, raków, tętniące życiem pośród obfitej zieleni powoli zmieniały się w ścieki, obetonowane, przykryte płytami, pozbawione śladów życia, śmierdzące chemikaliami.
Ten proces mordowania rzek trwał od początku XIX w., sprawcą był oczywiście przemysł, no i J.W.P. Węgiel. Gorąco polecam lekturę tego numeru miesięcznika “Śląsk”, właśnie dla opisów życia i śmierci dziewięciu śląskich rzek. Może Czytelników ZB to zachęci do opisywania innych “rzek domowych”.
Ciekawe, że tak dokładnie zapomniana została przyjemność podróżowania rzeką. Do Kazimierza Dolnego nad Wisłą ciągną masy turystów, podobnie jak do Sandomierza, Torunia. Ale nie słyszałem o regularnej żegludze pasażerskiej Wisłą. Czy nie powinni się o to upomnieć ekolodzy? Skoro już zaistniały ścieżki rowerowe – może teraz warto przypomnieć, że polskie rzeki kiedyś były żeglowne? Nie trudno sobie wyobrazić, że każdy pasażer, który Wisłą płynął na spacer – zostałby sympatykiem takiej formy podróżowania, upomniałby się też o czystość rzeki, zieleń na brzegach.
I przy okazji, skoro o Śląsku mowa – jedno pytanie. Dlaczego najbardziej zatruty region kraju – w którym są przecież wyższe uczelnie – nie założył np. Katedry Filozofii Ekologicznej? Nie stał się naturalnym centrum organizacji i ruchów ekologicznych?
Widoki, które można tam zobaczyć na każdym kroku: zamordowanych rzek, ziemi zatrutej na długie lata, powietrza pełnego pyłów i dymów, którym trudno oddychać – przecież to wszystko byłoby najsilniejszym argumentem na rzecz ekologów. Czy do takiego stanu chcemy doprowadzić cały kraj? Całą Ziemię? Po co? W imię czego?
Może jednak kiedyś Śląsk zaprosi ekologów z całego kraju? Stanie się centrum ruchów ekologicznych, otworzy Katedrę Filozofii Ekologicznej... Będzie aktualną i żywą przestrogą dla świata – do jakiego stanu można doprowadzić środowisko naturalne nieodpowiedzialnie je eksploatując.
Paweł Zawadzki
Paweł Zawadzki