Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

SAMOTNOŚĆ

SAMOTNOŚĆ

Kiedy poluje się w nocy, ważne jest, że nie jesteś sam. Świadomość tego, że jest gdzieś w okolicy kolega, zmniejsza lęk i poczucie obcości, jakie pojawia się często w środku nocy w lesie – pisze Zenon Kruczyński, były myśliwy; cytat z rozdziału książki: Wyjeżdżamy razem na polowanie.

Lubimy być razem. Bycie razem daje nam siłę, razem czujemy się bezpieczni; razem, ale osobno – bo przecież nasze “razem” jest przeciw czemuś “na zewnątrz”, czyli jednak jakoś osobno... Idziemy razem do lasu. Czujemy się bezpiecznie. Razem pracujemy, wspieramy się w codziennym życiu. Dobrze jest być razem w nocy – noc jest taka ciemna, niewiele widać. Możemy się zgubić. Dobrze, że jest ktoś obok. Razem jest łatwiej w chwili słabości, choroby, śmierci. Strachu jakby trochę mniej...
Przez wiele lat siedziałem na macie, ze skrzyżowanymi nogami, twarzą do ściany. Przez lata tego siedzenia nie mogłem się pozbyć “towarzystwa” myśli. “Ktoś” mi towarzyszył. Ciągle byliśmy razem. Myśli o bliskich i dalszych, o wzajemnych relacjach, rozmowy bez słów. Pragnąłem wreszcie Samotności. A niechciani towarzysze nie puszczali! W tradycji zen jest powiedzenie, że aby się przebudzić, trzeba najpierw umrzeć, a ten, kto umrze za życia, nie umrze, kiedy umrze. Zostać zupełnie samemu. Bez nikogo, bez niczego. Co wtedy widzę? Kim jestem? Może mnie też nie ma? Dopóki pojawiają się takie myśli, znaczy, że jeszcze nie jestem sam. Pierwsze doświadczenie, kiedy zrobi się krok w stronę samotności, to zniknięcie strachu. Jego już nie ma! Został gdzieś po drodze.
Las jest takim wyzwaniem samotności, matą do medytacji. Mój przyjaciel ze Słowacji odkrył kiedyś, że spanie w lesie to najlepszy sposób, żeby do tego lasu się zbliżyć, poznać go, pokochać, bronić. Ludzie zwykle przychodzą do lasu na chwilę. Żeby z niego coś wziąć. Upolować, zebrać grzyby, jagody, nacieszyć się widokiem, wyciąć drzewa, przeprowadzić badania. Zwykle opuszczają las przed nadejściem zmroku. A ci, co chodzą w nocy, przeważnie nie są sami i chodzą z pewnością, że zaraz powrócą do “domu”. Kiedyś gazety opisały dwa przypadki zagubienia się w lesie grzybiarzy. Nie były to małe dzieci – jeden miał 16 lat, a drugi prawie 20. Obaj mieszkali w pobliżu lasu i często po nim chodzili, ale w ciągu dnia. Raz się zgubili (niezależnie od siebie). Znaleziono ich po całonocnych poszukiwaniach, skrajnie wyczerpanych i przerażonych. Był sierpień i noce były ciepłe, ale zagubieni grzybiarze nie przespali ani godziny. Kiedy zgubili drogę, nadeszły dla nich straszne chwile: sam na sam z ciemnością i nieznanym, dzikim światem. Światem “dzikiej” przyrody. To nieznane było poczuciem osamotnienia. Jeden ciągle biegał i szukał wyjścia, drugi leżał pod świerkiem i trząsł się.
Juro ze Słowacji od lat prowadzi warsztaty dla kilkunastoosobowych grup, których uczestnicy przez 8 dni pozostają w lesie, by w nocy i w ciągu dnia poznawać różne jego aspekty. Wielu z nich zostaje później obrońcami przyrody. Pamiętam pierwsze samotne noce w lesie. Samotny pobyt w lesie jest nieporównywalnie bogatszy w doświadczenia niż pobyt w towarzystwie. Cóż dopiero mówić o nocy. Kiedy zaczynało się ściemniać, dochodziły różne nierozpoznawalne dobrze odgłosy. W miarę narastania ciemności wzrastało poczucie osamotnienia i niepokoju. Będąc małym chłopcem wiele razy wychodziłem na noc do lasu. Las był koło Pentowa – dworku rodzinnego matki, niewielki, ale dla małego chłopca to prawdziwa puszcza, łączył się on zresztą z pozostałościami Puszczy Knyszyńskiej za rzeką. Pamiętam też nocne wyprawy po lasach beskidzkich i strach przed rysiem, bo w jakichś książkach przeczytałem, że skaczą one ludziom na głowy. Oczywiście bałem się też duchów i to właśnie głównie po to, żeby ten strach pokonać, chodziłem nocą do lasu. Powroty nad ranem przez pozostawione uchylone okno lub sznurową drabinkę spuszczoną z balkonu nad gankiem, żeby mama nie zauważyła, też dostarczały emocji. Czułem się jak Indianin. Kiedyś w młodości siedziałem w nocy w górach medytując na szczycie wychodni skalnej, o której krążyły różne diabelskie legendy. Odrobina niepokoju płynącego z tych opowieści była wielką pomocą, bo wobec głupich myśli nie było innego wyjścia, jak skoncentrować się na swojej praktyce. Nieźle wtedy wystraszyłem parę nocnych turystów, którzy tamtędy przechodzili. Tu, w lesie, postanowiłem po prostu zaufać. Wkrótce przekonałem się, że chwile mierzone od momentu, kiedy decydowałem się: tutaj zostaję na noc, były najwspanialszymi chwilami spokoju i harmonii. Gdzież może być bezpieczniej? Gdzie może być większa harmonia? Tysiące ludzi na świecie wybiera różne formy samotnej wędrówki przez odludzia – chyba w tym samym celu, żeby poczuć tę chwilę: tutaj jestem z całą ufnością.
Samotność na pustyni czy w lesie jest chyba tą samą Samotnością. Człowiek, który jest badaczem, turystą lub zbieraczem, jest tym, który wie: wie co nieco o procesach zachodzących na tym terenie; wie, co warto zobaczyć i jaka jest historia tego miejsca; wie, jak upolować albo co się zbiera a czego nie; wie, kiedy drzewa dożyły wieku rębności i trzeba je wyciąć, żeby dać światło młodemu pokoleniu. Tacy ludzie nie czują się samotni dzięki swojej wiedzy, ale dla bezpieczeństwa potrzebują towarzyszy. Może to być grupa zawodowa, grupa nieformalna, przyjaciele albo po prostu kompani. Poszukiwacz Samotności nie wie nic. Tylko wtedy może w nią wejść. Zachwycić się kroplami deszczu płynącymi po bukowej korze, pohukiwaniem puszczyka. Zapadaniem nocy.
Wędrówka w kierunku Samotności jest porzucaniem strachu. Ale przecież nie chodzi w niej o jakąś “szkołę przetrwania”. Pobyt w dzikiej przyrodzie zawsze jest dla nas okazjonalny i towarzyszy mu zwykle sprzęt, będący wytworem cywilizacji – choćby ciepłe ubranie. A może w ogóle nie chodzi o przyrodę i las jest tylko metaforą? Samotność przez duże “S” to miejsce, gdzie nie spotkamy dzielnych harcerzy, myśliwych i zdobywców dzikiej przyrody. Idę do lasu w poszukiwaniu siebie, a on jest niewyobrażalnie przychylnym środowiskiem do tej wędrówki.
Piszę dokończenie tego felietonu w dniu Sylwestra. To w naszej kulturze dzień wyjątkowy. Chociaż 80% Polaków spędza go siedząc w domu i przeważnie patrząc w telewizję, to we wszystkich środkach masowego przekazu mowa jest tylko o tym, jak się będziemy razem bawić lub jak będziemy trzeźwieć dnia następnego i co jest najlepsze na kaca. Poza Radiem Maryja w popularnych mediach obecny jest tylko taki obraz cywilizacji. Norma, do której powinniśmy równać. W przeciwnym razie nie należymy do “stada” – jesteśmy samotni, odrzuceni, nie trendy lecz passé... Tej nocy podobno wielu ludzi popełnia samobójstwa. Z samotności! Tej nocy wielu ludzi się upija razem z innymi – z samotności! Tej nocy będzie kanonada fajerwerków i mnóstwo hałasu, który bardzo źle znoszą zwierzęta. Hałas będzie służył poczuciu, że jesteśmy razem! Tej nocy widać jak bardzo alkoholowa jest cywilizacja homo sapiens, jak bardzo powierzchowna i uciekająca od konfrontacji z rzeczywistością. Jak bardzo samotny jest człowiek w tłumie! Większość ludzi będzie siedziała przed telewizorami zazdroszcząc tym, których pokazują – którzy się szampańsko bawią, są młodzi, piękni i bogaci. Świat należy do nich! Czy na pewno? A do kogo oni należą? Do świata czy do sieci sklepów, projektantów mody i producentów wszelkiej maści? Jeśli ktoś nie chce tego dnia podrygiwać w takt puszczanych od świtu rytmów, wypić dużo alkoholu i zapomnieć o sobie, musi wyłączyć telewizor i radio. Ktoś mi opowiedział, jak “uciekł” od cywilizacji i w gronie przyjaciół poszedł na szczyt góry, by tam przywitać Nowy Rok ... szampanem i wystrzeleniem petard!
Pytam kilkoro znajomych i przyjaciół, co robią w Sylwestra. Okazuje się, że większość z nich nie przepada za tym dniem, choć nie są to ludzie samotni ani tacy, którym samotność doskwiera. Może właśnie dlatego? M. mówi, że tego dnia najlepiej mu się robi remont w mieszkaniu, bo i tak jest pełno hałasu. T. i A. będą wówczas trzeci dzień w lesie, na wędrówce po opustoszałych szlakach, ale z namiotem, żeby unikać schronisk. S. ma zamiar pisać zaległą pracę, bo tego dnia wyłącza wszelkie odbiorniki – na swój sposób świętowała kilka dni wcześniej zimowe przesilenie nad Biebrzą. Z., buddysta, siada ze skrzyżowanymi nogami przed ścianą – Nagle w ciszy zaczynają dobiegać wystrzały, coraz ich więcej, kanonada, jakieś wrzaski... po czym wystrzałów coraz mniej, wszystko cichnie i wraca do pierwotnej harmonii – opowiada ze śmiechem.
Straszne dziwaki. Może nawet niebezpieczni dla obowiązującego modelu cywilizacji! Samotnicy, którzy lubią siebie samych i którym własne towarzystwo nie przeszkadza! Oni się nie potrafią wyluzować – usłyszałem kiedyś. A Ty potrafisz się wyluzować? Bez alkoholu, bez hałasów, fajerwerków, bez lęku pójść samotnie do lasu, spojrzeć z całą uwagą na siebie, na świat, bez żadnych napięć?
Wcześniej, pisząc, że dzisiaj jest Sylwester, napisałem nieprecyzyjnie: w mojej wsi żyją ludzie prawosławni i tutaj Nowy Rok będzie dopiero za 2 tygodnie .
Janusz Korbel
Janusz Korbel