Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

W KRAINIE LEŚNYCH LUDZI

Maria Rodziewiczówna zyskała popularność jako autorka poczytnych powieści z często eksploatowanym wątkiem romansowym. Coraz mniej osób pamięta jednak, że jest ona także autorką książki „Lato leśnych ludzi”, znanej przed wojną chyba każdemu polskiemu dziecku. Utwór ten, wchodzący – o ile wraz z reforma edukacji nic się nie zmieniło w tej mierze – w skład kanonu lektur szkolnych , wydaje się być jedną z niewielu skierowanych do młodego czytelnika książek z silnie wyeksponowanymi wątkami i przesłaniem ekologicznym. Choć w odniesieniu do realiów drugiej dekady dwudziestego stulecia (wtedy powstała książka) termin „ekologia” wydaje się nieco nie na miejscu, nie da się ukryć, że powieść Rodziewiczówny spełnia wszystkie kryteria by określać ją tym mianem.

Jest to książka, która już w zamierzeniu miała dotyczyć głębokiego umiłowania przyrody i szacunku dla jej prawideł, podkreślać konieczność zwrócenia uwagi na postępujący w cywilizacji industrialnej proces separacji człowieka od natury. Lato leśnych ludzi to opowieść o ówczesnych… ekologach, którzy wbrew trendom kulturowym nie poddają się presji sztucznej i wynaturzonej egzystencji i mimo wielkomiejskiego i przemysłowego zgiełku próbują ocalić poczucie więzi z siłami natury. Już początek utworu mówi nam wiele o jego przesłaniu: O starodawnym, bo jak bór wiecznym rodzie tu mowa będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości; boć nie ród to ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli.
Ród ten ma długie drzewo genealogiczne: od piewców bóstw przyrody w starożytnej Grecji, pogańskie ludy całej Europy, przez św. Franciszka, aż po dzisiejszych spadkobierców takiej postawy. I choć obecnie żywot ich jest znacznie trudniejszy (Ogarnęły ich ziemskie przewroty, życie gorączkowe, skomplikowane warunki, materialna walka o byt. Odsunęła ich od przyrody cywilizacja, postęp tak zwany, niszczenie natury przez rozrost przemysłu, straszny ciężar nowoczesnego bytu, nowoczesnych praw i obowiązków), to trwają niezłomnie, kontynuując dzieło poprzedników.
W powieści ukazane jest jedno lato leśnych ludzi, czyli okres od wiosny, gdy z miasta przybywają oni do położonej w puszczy chaty, do jesieni – gdy z żalem muszą ją opuścić, by powrócić do miejskich siedzib. Jedno lato, a tyle przygód, doświadczeń, nauki, przeżyć – no i zapasu sił na długie, zimowe dni, które trzeba będzie spędzić z dala od przyrody, lasów, łąk, rzecznych rozlewisk, bagiennych ostępów, zwierząt, ptaków, całego królestwa flory i fauny. Lato jedno, ale będące wszak jednym z wielu, małą cząstką w cyklu życia, elementem większego procesu.
Rosomak – wódz całej gromady, Pantera – figlarz i psotnik oraz Żuraw – zapalony botanik, każdego roku, gdy tylko śnieg stopniał, przybywali do chaty, by wieść leśny żywot: I byli ci trzej, siebie wzajem dopełniając, stałymi letnimi osadnikami głuszy, twórcami tego pierwotnego bytowania, stanowili jedno z puszczą, żyli w niej jak wszelkie stworzenie, co do niej ściągało z wiosną na wyraj, odlatywało jesienią . Wtapiali się w rytm przyrody, podpatrywali zwierzynę, zbierali okazy roślin do swojej kolekcji. Bór ich żywił, nie skąpiąc pokarmu: grzyby, jagody, brzozowy sok, orzechy, zioła lecznicze, miód z barci, ryby i raki w rzece; oni zaś szanowali jego prawa dbając by nie naruszyć delikatnej równowagi. Wstawali o świcie, by razem z wszelkim stworzeniem uczestniczyć w porządku dnia.
Oprócz wypraw do lasu czas spędzali w ogródku warzywnym, nad rzeką, przy stole w kuchennej izbie, gdzie prawili opowieści o przyrodzie i jej cudach. Zajęć nie brakowało, tutaj nikt się nie nudził, nie trawił bezczynnie czasu. Wrażeń było co niemiara, jakże inaczej niż w odległym mieście, gdzie żaden z nich nie czuł się dobrze. Wieczorem, po całym dniu zasypiali zmęczeni, lecz szczęśliwi.
Tego lata przybył im towarzysz – wychowany w mieście i zafascynowany jego blichtrem młody chłopak, daleki krewny Rosomaka. Początkowo nieszczęśliwy, zmuszony żyć w leśnej głuszy, gdzie brak miejskiego zgiełku i rozrywek, panicznie bojący się boru i jego mieszkańców, z czasem przekonał się do puszczańskiego życia, zasmakował w nim i z takim samym żalem, jak inni bohaterowie utworu opuszczał chatę jesienią. Nauczył się nowych reguł, wtopił w rytm otoczenia, poznał ciekawsze i bardziej fascynujące zajęcia niż te, z którymi miał dotychczas do czynienia. Stał się członkiem leśnej braci. Zrozumiał istotę przyrodniczego królestwa, wyrażoną tak oto słowami Rosomaka: Tutaj panuje ład i większy od mojego rozumu. Wszystko w tym świecie się wiąże, uzupełnia, spełnia jakiś obowiązek, służy jakiemuś wielkiemu, często dla nas niezrozumiałemu prawu, utrzymuje przemądrą równowagę.
Jednak nie tylko obcowanie z przyrodą i szacunek dla jej praw znamionowały pobyt w puszczy. Była to także okazja do ciężkiej pracy. Wszyscy leśni ludzie uczyli się wyrabiania wielu użytecznych przedmiotów, pomagali także w pracach polowych swym przyjaciołom z dworu. Udział w pracy był szkołą charakterów, ona sama miała w sobie coś z obrzędu. Jak w Szukaniu ojczyzny zauważył Czesław Miłosz „Praca własnymi rękami na roli jest u Rodziewiczówny otoczona nimbem zgody z przyrodą i czystego sumienia, dość wspomnieć sianokosy w Lecie leśnych ludzi. Związany z nią wysiłek bynajmniej nie był daremny czy zbyteczny: Chłopcze, będziesz miał teraz dla trudu ludzkiego zrozumienie i cześć, bo sam to przecierpisz, co inni znoszą. Nie kosić się uczysz, ale przechodzisz szkołę zrozumienia pracy – tłumaczył młodzieńcowi Rosomak.
Mamy też w książce ukazaną rolę rozsądnie pojmowanego patriotyzmu i tradycji kulturowych. Symbolizuje ją pamięć o walkach z zaborcą w trakcie powstania styczniowego. W Noc Kupalną leśni ludzie rozpalają na wzgórzu ogień, słuchają opowieści starego Odrowąża o potyczkach z Moskalami przed czterdziestu laty, śpiewają patriotyczne pieśni i marzą, że dożyją odzyskania niepodległości. Pamięć o przeszłości jeszcze dobitniej jest zaakcentowana w utworze, gdy odnalezione zostaje prowizoryczne miejsce spoczynku Chorążego i kasa powstańcza, a bohaterowie utworu szykują dla niego mogiłę.
Jednak w końcu pojawiają się zwiastuny nieodległej już zimy, znak, że czas opuścić chatę i wracać do miasta. Choć smutek towarzyszy temu faktowi, pozostaje nadzieja, że z nastaniem wiosny wszyscy znów spotkają się w puszczy. Wracają pełni sił i wiary w słuszność obranej drogi życiowej: W potwornym młynie ziemskim, gdzie bożyszczem jest interes, walka o zbytek i użycie wykwitu cywilizacji, obcując z innymi, mają w oczach często zgrozę lub krytyczne zdumienie, ale milczą, i, spełniając swe społeczne obowiązki, baczą tylko, by się nie dać zgnieść, zmiażdżyć. O dusze swe nie są trwożni: tych zaraza świata nie skazi.
Powieść Rodziewiczówny bez wątpienia zasługuje na miano ekologicznej. Mamy w niej ukazane piękno przyrody, zaakcentowaną mocno konieczność szacunku dla jej praw i niemożność nadmiernej ingerencji w ekosystem. Mamy także do czynienia z prekursorskim wobec trendów współczesnej ekologii podkreśleniem roli obcowania z dziką przyrodą w procesie edukacji ekologicznej oraz konieczności prowadzenia tej edukacji już od najmłodszych lat. Istotne jest także ukazanie znaczenia konkretnego miejsca w tym procesie, czyli swoistego bioregionu wraz z charakterystyczną dlań przyrodą i kulturą zamieszkujących tam zbiorowości ludzkich.
Nic zatem dziwnego, że Lato leśnych ludzi zdobyło sobie już dawno pewną popularność w środowiskach miłośników przyrody, szczególnie wśród tzw. woodcrafterów, czyli zwolenników harcerstwa puszczańskiego, dla których książka ta jest, obok Waldenu Henry Thoreau, lekturą obowiązkową, swego rodzaju świętą księgą. Dobrze więc się stało, że wchodzi ona w skład kanonu lektur szkolnych (szkoda, że tylko jako lektura uzupełniająca, których na ogół z braku czasu się nie przerabia), jeszcze lepiej byłoby aby powszechnie czytano ją bez nauczycielskiej presji. Warto więc, by wszyscy dorośli, którym leży na sercu dobro przyrody dali tę książkę do przeczytania swoim dzieciom lub dzieciom znajomych. Jeśli zaś sami książki tej nie czytali, niech sięgną po nią czym prędzej – na pewno nie będą decyzji tej żałowali. Szczep leśnych ludzi czeka na nowych członków, od jego liczebności zależy wszak kondycja Ziemi. Dołącz i Ty…

Remigiusz Okraska
Remigiusz Okraska