Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

WEGETARIANIZM – DROGA POKOJU I WSPÓŁCZUCIA

Kiedy przed kilku laty zdecydowałem się zaprzestać jedzenia mięsa, to – tak jak teraz to widzę – była to jedna najważniejszych decyzji w moim życiu. Czuję się w porządku, przynajmniej do pewnego stopnia, zwłaszcza po tym co zobaczyłem.

Otóż w miasteczku, w którym mieszkam jest rzeźnia, niewielki zakładzik jeszcze z czasów komuny, gdzie standardowo trzy razy w tygodniu gromada świnek jest przerabiana na tzw. półtusze wieprzowe.

Wiele lat spędzonych w mojej miejscowości i zero świadomości, jak to naprawdę wygląda.

Do pewnego czasu…

Wpadliśmy z kumplem na pomysł by dla naszych podopiecznych (piesków) zdobywać pożywienie właśnie w owej nieszczęsnej rzeźni, wykorzystując tzw. „odpady poubojowe”.

No i zaczęliśmy tam chodzić. Oczekiwanie… Warkot maszyn, słodki zapach krwi pomieszany z jakimś ohydnym smrodem, na dworze walające się kości, krakanie gawronów, w oddali majaczy las.

Dzisiaj nie ma! – sucha odpowiedź pracownika w białym fartuchu. Czasem było, czasem nie – chodziliśmy tak koło dwóch miesięcy po owe rarytasy dla naszych podopiecznych czworonogów.

Pewnego dnia wszedłem na halę – i zaczął się koszmar. Widok świni wiszącej głową w dół, całej okrwawionej… Rutynowa czynność – wykrwawianie po wcześniejszym ogłuszeniu prądem. Natomiast to, co zobaczyliśmy w komorze ubojowej, to prawdziwy szok. W klatce przeznaczonej do rażenia prądem, znajdowały się trzy świnie – jedna stała, a dwie już leżały tak, że świnia, która stała, widziała śmierć swych poprzedniczek, widziała ich martwe ciała a całkiem możliwe, że rozprawianie już zabitych towarzyszek. Tak było kilka razy – pewnie normalka, rutyna.

To nic, że jest to zabronione, kto na to zwraca uwagę… Tak po prostu się robi, byle szybciej, więcej, wydajniej – kogo obchodzi ból, strach, cierpienie. Ważne, że jest szmal za sprzedany „towar”. Wszystko ważne oprócz tego najistotniejszego – współczucia! Czarę goryczy przepełnił widok bicia pałą po głowie świnki, która nie chciała się ruszyć, nie chciała zmienić miejsca, w którym stała. Przyznaję – mnie również czasem, w różnych życiowych sytuacjach ponoszą nerwy – tak jest i już. Jednak wyżywanie się na bezbronnym stworzeniu, to stanowcze „przegięcie pały”, to nie może mieć miejsca, to ohydne, wynaturzone bestialstwo!

Odchorowaliśmy te nasze wycieczki do rzeźni, bardzo srogo. Jedynym wątpliwym owocem tej „przygody”, oprócz oczywiście żarcia dla psów jest parę koszmarnych bazgroł na papierze – próba odreagowania emocji.

No cóż, zakończyliśmy wizyty w tym „uroczym” zakładzie, nerwy stosunkowo za słabe, zbyt ciężkie prądy w powietrzu, cholera jasna. Po tym, co tam zobaczyłem nie mam wątpliwości – wegetarianizm staje się rozsądnym wyjściem – przynajmniej dla mnie. Nie chciałbym tu nic nikomu narzucać ani dawać do zrozumienia, że tylko moja droga jest słuszna, nie chodzi mi o jakiś żywieniowy faszyzm czy coś w tym rodzaju. Każdy jest inny, każdy ma inne doświadczenia. Tylko jak sobie przypomnę… I to cisnące się na usta pytanie – DLACZEGO? Kurka wodna – dlaczego? Czym te świnki zawiniły w poprzednich wcieleniach, że wyznaczono im ten los? Nie wiem!

Jakiś czas temu byłem w sklepie mięsnym. Kolejka, stłoczeni ludzie, wybieranie kąsków, transakcje przy ladzie, jakieś żarciki – zwyczajne życie, twardy ziemski los ludzki i zwierzęcy – wspólna karma, wspólne pożeranie swoich własnych ciał! Ludzie pożerający zwierzęta, ból i strach pożerający od środka ludzkie ciała, rak, miażdżyca, cała gama chorób serca i tym podobnych! Oczywiście przeginam – silne emocje!

No cóż – wegetarianizm – jeśli się decydujemy – musi być świadomy, to nie może być kwestia mody, widzimisię czy szpanu. Nasza decyzja musi wypływać głęboko z naszego wnętrza, inaczej to traci sens. Na szczęście coraz więcej ludzi otwiera się na miłość, współczucie. Mam nadzieję, głęboką nadzieję, że otwierają się nam nowe horyzonty, mimo tego całego koszmaru dziejącego się w miejscach takich jak rzeźnia, mimo wszystko. To naprawdę piękne uczucie, gdy wiesz, że to co przyjmujesz do swojego organizmu – pożywienie – nie jest skażone piętnem okrucieństwa, że pozostajesz w zgodzie ze swym sumieniem, a mimo to zachowujesz zdrowie, siłę i urodę. Potrzebujemy – tak myślę – żywieniowej rewolucji, w pełnym tego słowa znaczeniu. Rewolucji, która jest zdolna uratować naszą planetę przed zagładą, a do tego oszczędzić cierpień milionom istnień, takim jak na przykład opisane wcześniej świnki. Możemy stworzyć przestrzeń dla tej zmiany w naszych sercach.

Na zakończenie apel do wszystkich, dla których los zwierząt nie jest obojętny!

Nasze stowarzyszenie wzywa wszystkich czytelników do pomocy!

To co widzieliśmy w owej rzeźni, jest niezgodne z prawem – ustawa o ochronie zwierząt zakazuje takiego traktowania zwierząt w ubojniach. Rozdz. 10, art. 34 mówi: „pomieszczenie poczekalni przedubojowej powinno być izolowane akustycznie i oddzielone przegrodą od pomieszczenia przeznaczonego do pozbawiania świadomości. Podobnie powinno być oddzielone pomieszczenie przeznaczone do pozbawiania świadomości, od pomieszczeń, w których dokonuje się wykrwawiania oraz dalszych czynność poubojowych”.

Chodzi po prostu o to, by zwierzę nie widziało śmierci oraz ćwiartowania swoich towarzyszy. Fakt, że w zagrodzie ubojowej były aż trzy świnki jest poważnym nadużyciem. Nasze Stowarzyszenie zareagowało pismem na tą sprawę. Niestety właściciel zakładu nie chciał z nami rozmawiać. Prosimy Was bardzo – zadzwońcie do tej rzeźni i wyraźcie sprzeciw – kulturalnie (bez wyzwisk itp.), ale stanowczo. To bardzo ważne, jeśli dużo osób zadzwoni to jest szansa, że coś się zmieni. Podajemy telefon i adres:

Zakłady Mięsne w Michowie,
al. Tysiąclecia, 21-140 Michów,
tel. 0-81/8566015

Prosimy też, informujcie nas jak przebiegła Wasza interwencja.

Nasz adres:
Stowarzyszenie Ekologiczno-Społeczne
„Zielona Swoboda”
Szkolna II/2 m. 4, 21-140 Michów,
tel. 0-81/8566256

Dziękujemy!