Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

ZAPROSZENIE DO METAFORY EKOLOGICZNEJ

Trzydzieści lat temu nie działały jeszcze organizacje ekologiczne, nie było „zielonych„, a wszyscy byli bardzo dumni z dymiących kominów, które świadczyły o szkodliwej potędze. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o tym, że to będzie pierwsze tego typu wydarzenie na skalę światową, o czym dowiedziałem się w czasie trwania międzynarodowej konferencji poświęconej historii ruchów ekologicznych w 1998 r.; otóż była to pierwsza międzynarodowa akcja ekologiczna, której autorami byli polscy harcerze; płynęli Dunajem, głosząc hasło „Ochrona naturalnego środowiska człowieka – nakazem chwili”. Jacht „Rainbow Warrior I” został wysłany przez Greenpeace do ekologicznych akcji dopiero wiosną 1978 r.

W tym roku mija 30 rocznica tamtego pamiętnego rejsu Dunajem. Łatwo zauważyć, że w dzisiejszych czasach wszyscy już mówią o ekologii, chociaż niczego konkretnego nie załatwiają, ale to dobrze, że przynajmniej o niej głośno mówią; wówczas, kiedy dymiące kominy były symbolami potęgi, ekologia była tabu, przedsięwzięciem niebezpiecznym a nawet – w niektórych krajach – niemal przestępczym, nieco trudniej było zajmować się tą konieczną dla życia sprawą.

Cichy patronat nad tym rejsem objął ówczesny PIHM, czyli dzisiejszy Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Instytut „oddelegował”, tak to się wtedy nazywało, swojego pracownika dra Jerzego Szkutnickiego, który spełnił nie tylko funkcję opiekuna naukowego wyprawy, ale stał się też doskonałym artystą fotografikiem. Efektem jego pracy była wystawa w nowo otwartym wtedy (1972 r.) Instytucie Kultury Węgierskiej, przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Na wystawę przybyli dyplomaci z krajów naddunajskich, a otwierał ją ówczesny naczelnik Związku Harcerstwa Polskiego – Stanisław Bohdanowicz. Dyplomaci, wkrótce po zobaczeniu pierwszych fotografii, wyszli oburzeni, bowiem myśleli wcześniej, że na wystawie pokazane zostaną osiągnięcia socjalizmu w ich krajach, a zobaczyli coś wręcz przeciwnego. Wystawa miała charakter częściowo państwowy, bowiem wiązano ją z wizytą przewodniczącego Rady Państwa na Węgrzech. Skandal dało się tylko częściowo zatuszować, a kiedy po wielu latach zadzwoniłem do ciągle tego samego pracownika ambasady Rumunii, początkowo się ze mną umówił, ale potem mnie nie przyjął, bowiem węszył jakiś nowy skandal; chociaż tu muszę podkreślić, że w czasie trwania rejsu byliśmy przyjmowani przez biedną ludność Rumunii bardzo serdecznie, pytano nas ciągle, jak daleko jest z Polski do Kanady, bo marzeniem biedaków był wyjazd do tego kraju. Także w innych krajach naddunajskich byliśmy przyjmowani nadzwyczaj serdecznie, szczególnie w Bratysławie, gdzie w „lodenicy” Slovnaftu nasi późniejsi przyjaciele pomogli nam w remontowaniu uszkodzonego jachtu, żywili nas, taktowali nas jak członków swojej rodziny.

Dwa jachty żaglowe, „Księżniczka” i „Cisza” (nazwy tworzyły ekologiczny slogan „księżniczka cisza”) 17 lipca 1972 r. o godz. 17.00 wypłynęły z bratysławskiego portu i od razu napotkały tak silny prąd rzeczny, że zostały rzucone na płynącą z przeciwka barkę. „Księżniczce” udało się przemknąć, „Cisza” znalazła się pod wodą. Nie wiedziałem czy chłopcy żyją, dopiero po jakimś czasie zobaczyłem ich biegnących po nabrzeżu. Przekroczyłem wtedy moją „smugę cienia”.

Chłopcy z tamtych lat są już prywatnie dziadkami, a w życiu publicznym profesorami, kierownikami stacji meteorologicznych, oficerami Wojska Polskiego lub zajmują inne ważne stanowiska. Zachowały się – na szczęście – filmy z tamtej pamiętnej wyprawy. Mój przyjaciel dr Jerzy Szkutnicki wybrał 63 zdjęcia, ja napisałem 63 sonety i tak powstał album fotograficzno-poetycki DUNAJSKIE KONFRONTACJE.

Może znajdzie się kiedyś ktoś, kto chciałby nasze przedsięwzięcie wspomóc, na przykład jakaś firma ubezpieczeniowa, bowiem w treści książki jest wyraźnie mowa o tym, że wyprawa była nieubezpieczona, bo zabrakło pieniędzy, a zdarzył się wypadek, w którym załoga jednej łodzi żaglowej straciła prawie wszystko, zaś sama łódź została uszkodzona. Poradziliśmy sobie co prawda, ale to już całkiem inna sprawa, o czym wielokrotnie wspominam w treści tego albumu. Jeszcze nie zwracałem się do wydawców, ale znam trudności w polskich wydawnictwach, od razu mówią „szukaj sponsora”. Koszt wydania książki nie taki znów wielki, a przyjemność ogromna, i dla sponsora, o którym napiszę specjalny wiersz, i dla harcerzy, którzy, szczególnie wodniacy, byliby zapewne głównymi odbiorcami tej książki, także przydatnej dla żeglarzy i ekologów, dla nauczycieli oraz instruktorów domów kultury, które też padają jak wydawnictwa. Dotychczas nie miałem kłopotów z wydawaniem moich książek, ale teraz nawet nie próbuję zaczynać rozmów z wydawcami, szkoda sił! Nie lubię jubileuszy, ale one są nie tylko po to aby je obchodzić, lecz także, aby przywołać zapomniane wydarzenia, do których chętnie przyznają się konformiści, kiedy im wiatry sprzyjają, po czasie, bowiem w trakcie trudnej próby ich nie ma.

Pamiętam entuzjazm harcerzy na początku rejsu i ich załamanie po wypadku. Nie zrezygnowaliśmy wtedy z osiągnięcia celu, mimo trudności nie do opisania. Tamta przygoda ich zahartowała i ten hart pozostał w nich do dzisiaj, o czym chętnie wspominają, wiążąc z nią swoje późniejsze osiągnięcia życiowe. Namawiam wszystkie drużyny harcerskie, i te w kraju, i te polonijne, do zajęcia się ekologią, choćby tylko trochę – zamiast pseudopatriotycznych operetek niech uprawiają żeglarstwo, bo woda wzmacnia charaktery bardziej niż najbardziej wzniosła honorowa warta. Te rady daje Wam stary harcmistrz, któremu to powiedzieli jego byli druhowie, którzy się nie zawiedli. Tuż po tamtej wyprawie „Kulisy” na pierwszej stronie opublikowały długi i życzliwy artykuł Piotra Rachtana pt. Wędrujące strefy ciszy o trudnym wychowawcy. Pewnie dlatego strefy ciszy dalej wędrują, w tym roku po Morzu Śródziemnym na jachcie „Polaris” kapitana Józefa Ochotnickiego. Czytelniczkom i Czytelnikom oraz Słuchaczkom i Słuchaczom życzę przyjemnych wakacji w pożytecznie przyjaznym i zdrowym związku z przyrodą

Jan Stanisław Skorupski


PS
Z okazji tej rocznicy Radio Lora w Zurychu nadało w trzech językach specjalne audycje, których fragmenty są umieszczone w internecie: www.lora.ch/program/polska.shtml, www.lora.ch/program/polen.shtml, www.lora.ch/program/esperanto.shtml
Jan Stanisław Skorupski