Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Czy Zieloni to nowobogaccy (a może starobogaccy)?

Zainspirowany artykułem The new yuppies w „The Independent” uległem pokusie refleksji nad politycznym ruchem Zielonych. Szczególnie ważne jest zainteresowanie się faktem ich bazy i zaplecza politycznego. Jak daleko i gdzie mogą oni sięgać, i o kogo walczą?

Pytania te są ważne, bo jak każdy ruch polityczny, tak i ten musi być zbudowany w oparciu o jakiś wspólny sens i cele, nawet jeśli pozorne.

Faktem niepodważalnym jest to, że polscy Zieloni werbują się głównie ze sfer lepiej zarabiających mieszczuchów. Faktem również jest, że to zawsze drobna burżuazja była źródłem dla wielu postępowych ruchów. Jeśli jednak się przyjrzeć ich postulatom i temu o co walczą Zieloni, to „skład” ruchu budzi co najmniej zakłopotanie.


Pierwszy powód zakłopotania jest taki, że Zieloni prawie w ogóle nie sięgają do ruchu pracowniczego i (przynajmniej w naszym kraju) nie są zainteresowani komunikowaniem spraw, związanych z powszechnymi warunkami pracy.

Choć zainteresowani są egalitaryzmem, pozostają we własnej niszy. Prawdą jest, że większość z nich samozatrudnia się lub ma dobrze płatne biurowe posady. Jednak wiele z zielonych postulatów dotyczących gospodarki jest przecież szalenie atrakcyjnych dla całego rynku pracy, a w szczególności samych pracowników, czy jak kto woli (bo dziś to niepopularny termin) robotników – jak chociażby zniesienie obciążeń z tytułu zatrudnienia.

Ogromny znak zapytania pojawia się jednak, gdy przychodzi do spojrzenia na relacje miasto – wieś. Trudno znaleźć wśród Zielonych osoby zamieszkujące obszary wiejskie. Sami Zieloni również nie kłopotają się szukaniem własnej niszy wśród ważnego przecież dla nich ruchu wiejskiego. Przyszłość miast (i to zaledwie w ciągu 10 – 20 lat) to przyszłość biedoty, ludzi nieprzygotowanych na zmiany oraz bankierów wysysających resztki dostatku ze złupionych – z dotychczasowej obfitości kopalnej energii i tanich zaopatrzeń – osiedli. Czyż nie na wieś zatem powinni swe oczy zwrócić Zieloni, jeśli chcą zaoferować społeczeństwu jakąś prawdziwą rzeczywistość (a co ważniejsze, konkurencyjną gospodarczo wobec innych części świata i Europy) w tej trudnej przyszłości?

Jeszcze trudniej wśród Zielonych znaleźć by było takich, którzy mieszkając na wsi, mają jakieś pojęcie o prawdziwej – ekologicznej i tradycyjnej (nie opartej o użycie kopalnej energii) – gospodarce rolnej, czy takich, którzy nawiązali jakieś stosunki wśród wiejskiej społeczności i prawdziwe w niej funkcjonują.

Taka refleksja na temat niszy i odcięcia od społeczeństwa skromnego ruchu politycznego polskich Zielonych nasuwa się, gdy patrzy się na banner (na jego głównej stronie) w Internecie, zachęcający do korzystania z pociągu InterCity, by zwalczać zmiany klimatyczne...

Ruchu skromnego z przyczyn, które zostały wyżej wymienione...

Pytanie, które należy teraz postawić to: O co właściwie walczą polscy Zieloni?


Opublikowane również w serwisie zielone.info: zieloni.org.pl/articles.php?id=1182
The new yuppies: They're back - and this time they're green (Nowi Yuppie: Z powrotem i tym razem są zieloni), „The independent on Sunday” 14.5.2007.
Piotr Poleski