Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Lekarzu, lecz się sam!

Dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze młodym człowiekiem, naczytawszy się Boya-Żeleńskiego, postanowiłem studiować medycynę. Do dziś wspominam z wdzięcznością asystenta, który na ćwiczeniach z anatomii prawidłowej w prosektorium uświadamiał nam, jak wspaniale i mądrze jest skonstruowany ludzki organizm.

Trochę wątpliwości posiał we mnie kolega ze starszego roku, pokazując bardzo stary podręcznik interny i takie w nim zdanie: w pewnych przypadkach tego schorzenia niemożebnem jest ustalenie przyczyn choroby bez zrobienia sekcji.

Obserwując kolegów z roku i ich motywacje (by zostać lekarzem) – doceniałem mądrość mego Dziadeczka, który lekarzy wystrzegał się jak zarazy, dzięki czemu w zdrowiu dożył stu lat.

Opatrzność czuwała nade mną; po 17 miesiącach zostałem z hukiem wywalony za oblanie egzaminu z historii ruchu robotniczego (na WAM był to wówczas przedmiot obowiązkowy!). Pretensje do losu minęły mi, kiedy przeczytałem wybór fraszek na temat zawodu medyka od czasów Reja i Kochanowskiego do dziś. Fraszki po prostu nie czyniły żadnej różnicy między zawodami kata, grabarza, lekarza i pigularza.

Efektywne Mikroorganizmy, które odkrył prof. Teruo Higa, polepszają zdrowotność zwierząt i ludzi, a czasem też leczą ciężkie schorzenia. Zainteresowały mnie więc wypowiedzi japońskiego profesora na temat medycyny:
Medycyna jest szlachetnym zawodem, ponieważ ma za cel pomoc chorym i cierpiącym. Od tej strony patrząc, nieetyczne jest traktowanie jej tylko jako możliwości zarabiania pieniędzy i sposobu na wzbogacenie. (...) Mówiąc bez ogródek, japońska medycyna rozwinęła się w kierunku robienia pieniędzy przez większość lekarzy. Są oni dzisiaj specjalistami w dziedzinie techniki kalkulacji i wiedzy o liczbach, a nie w sztuce uzdrawiania. (...)
Opisana sytuacja ma miejsce nie tylko w szpitalach, lecz dotyczy także prywatnych praktyk lekarzy, którzy zbyt chętnie sięgają po specjalistyczny sprzęt. Ponieważ wiedzą, że ich honoraria pochodzą z kas publicznych, przedłużają leczenie ponad to, co konieczne, niezależnie od tego, czy pacjent tego chce, czy nie, zapisują szereg niepotrzebnych badań i faszerują pacjenta lekarstwami. Naprawdę nie ma powodu, by do tego dopuszczać.
(...) Będąc jak najdalej od uważania siebie za regresywną gałąź przemysłu, dzisiejsza medycyna jest zorganizowana jak kwitnąca gałąź przemysłu produkcyjnego (produkującego chorych – przyp. PZ) Dlatego uważam, że wspólny wysiłek w kierunku radykalnego obniżenia kosztów na lecznictwo i całkowite odwrócenie się od obecnie obowiązujących struktur i poglądów panujących w medycynie, może być najefektywniejszą drogą w kierunku uwolnienia społeczeństwa od sprzeczności i samozniszczenia. Byłaby to droga do tworzenia społeczeństwa opierającego swoje podstawy na koegzystencji i dobrobycie dla wszystkich.

***

Czy polscy lekarze domagają się zwiększenia nakładów na profilaktykę, propagowanie higieny, zdrowego odżywiania, ochrony przed szkodliwymi wpływami zatrutego środowiska i promocję postaw proekologicznych? Czy można szlachetnym lekarzom przypisać inną motywację? Czy można sądzić, że szlachetnym lekarzom przyświecają cele egoistyczne, tzn. chcą większej kasy dla siebie? Chcą żyć lepiej niż inni?

Gwoli sprawiedliwości: z dzieciństwa, głodnego i szczęśliwego (lata 50.), pamiętam do dziś lekarza, znanego w całej dzielnicy, który nie dorobił się majątku, ale za to odwiedzał chorych w ich domach i potrafił z własnej kieszeni wyłożyć choremu na niezbędne leki i rosół, gdy widział biedę. Więc i tacy lekarze istnieją na świecie.

W starożytnych Chinach lekarz dostawał jednak pensję, kiedy powierzony mu pacjent był zdrowy. Kiedy zaczynał chorować – lekarz mógł stracić głowę, za to, że zaniedbał swych obowiązków. Może warto pamiętać o tej mądrości?

Jeśli przyczyną większości chorób (tzw. cywilizacyjnych) jest złe (żarłoczne) odżywianie się, zatruta woda i środowisko, żywność z nadmierną ilością chemii – to czy w tej sytuacji roztropnie jest uznać, że podwyżka uposażenia lekarzy i droższa służba zdrowia rozwiąże problem? Leczymy objawy i skutki, a nie przyczyny.

A może należy poprawić jakość wody, zadbać o zdrowsze (mniej trujące) środowisko, o zdrowszą żywność, o profilaktykę, o postawy proekologiczne, sprzyjające zdrowszemu życiu?
I jeszcze inny punkt widzenia: oto wegetarianin nie jada mięsa, dba o swe zdrowie, prowadząc higieniczny tryb życia, robi głodówki itd. Drugi obywatel żre tłusto, dużo, niezdrowo, wyleguje się przed telewizorem, a po papierosy (do kiosku po drugiej stronie ulicy) jest gotów jechać samochodem. Dlaczego obaj mają płacić jednakowe podatki na służbę zdrowia? Dlaczego wegetarianin dbający o zdrowie, ma płacić za głupotę polskiego „Chamleta” (pić albo nie pić, oto jest pytanie)?

W Anglii dwóch pacjentów czekało na przeszczep wątroby. Jeden stracił ją wskutek alkoholizmu, drugiego zaatakowała jakaś podstępna choroba. Pierwszy był znanym piłkarzem i to on dostał wątrobę jako pierwszy. Po dość krótkim okresie rekonwalescencji, kiedy przeszczepiona wątroba już się przyjęła, piłkarz zaczął znów nadużywać alkoholu. Wykończywszy w ten sposób skutecznie swoją nową (przeszczepioną) wątrobę, w końcu zmarł na delirium tremens. Przypadek ten wywołał dyskusję na temat przeszczepów i etyki lekarzy (decydujących, kto pierwszy w kolejce).

Warto tutaj dodać, że w latach 70., podczas trwających 6 lat studiów medycznych, na naukę „wojska” był rok. Na naukę etyki – 15 (słownie: piętnaście!) godzin. Dziś limit godzin przeznaczonych na naukę etyki podniesiono do 30 (!) godzin (studia dalej trwają 6 lat). Kto nie wierzy, niech telefonuje do rektoratu Akademii Medycznej.

Fakt podał, że przywódca strajku lekarzy ma willę z ogrodem wartości ok. 1 mln zł. Kto chce, niech się poświęca i choruje, by ów szlachetny lekarz nie musiał sobie obniżać komfortu życia.

A może – jak w Policjantach Mrożka – połowa polskich lekarzy powinna się dobrowolnie położyć do szpitalnych łóżek, by dać zatrudnienie drugiej połowie lekarzy? Taki eksperyment z pewnością przyspieszyłby reorganizację służby zdrowia.
Powyższy artykuł w pliku PDF:
Paweł Zawadzki

Komentarze

esk1@op.pl 12-09-2007
No więc własnie dlaczego ludzie dbający o zdrowie mają płacić za leczenie różnych obżartuchów , palaczy itd którzy świadomie niszcza wlasne zdrowie Mam znajomą która choruje na chorobę woli-tak siękiedyś najadla golonki ze trzeba było wzywać pogotowie Z jakiej racji ktoś ma do tego dopłacac -powinna sama zaplacić 100 procent kosztow Coś odrazającego Nadmienialałm już na temat w e-mailu do Min Zdrowia ale nikt mi nie odpisal Jeśli tak będziemy podchodzić do tematów leczenia to zawsze będzie brakowalo kasy nacele zdrowotne Lekarze też jecza że mają malo kasy ale mało ktory udziela wskazówek na temat zdrowegozywienia , zmiany trybu życia -wypisanie recepty na chemikalia to w zasadzie jedyny schematyczny sposób leczenia Na nic odkrycia zachodnich lekarzy o leczeniu np chorob serca dieta wegetariańską -wszystko jest ignorowane , zdobycze zachodniej nauki zaprzepaszczane (zresztą nauki wschodu też ) -wygląda na to że jestesmy najmądrzejsi na świecie ze swoimi receptami na chemikalia, golonkami itd