Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

NOWOCZESNE ŁOWIECTWO

Człowiek poluje od tysięcy lat, mimo to nie stał się niezbędnym elementem środowiska jako myśliwy. Człowiek ciągle poluje, chociaż wcale tego nie potrzebuje do przeżycia, a zwierząt coraz mniej. Człowiek będzie polował, tylko pytanie: w jaki sposób i jak długo jeszcze?

Nie ulega chyba wątpliwości, że pomimo tego, co mówią myśliwi jako tacy, wcale nie są oni potrzebni przyrodzie. Jest to po prostu „zaspokojenie żądzy zabijania” czy „uprawianie sportu”. Różnie rzecz jest nazywana, w każdym razie jedno jest pewne – w obecnej formie nie jest potrzebna środowisku do normalnego funkcjonowania. Na początku nie polował żaden człowiek, potem pojedyncze osobniki zaczęły zjadać małże i robactwo. Stopniowo sięgali po coraz to różne ofiary, a nawet siebie samych. Polowanie faktycznie stało się niezbędne do życia, kiedy człowiek zaczął wędrować i osiadać w niesprzyjającym klimacie np. północy. Kiedy człowiek zaczął osiadać jako rolnik, hodowca, polowanie stało się alternatywą na przetrwanie ciężkiej zimy. Nie wszyscy ludzie polowali. Od początku w stadzie, później w wiosce, polowali tylko mężczyźni, i to ci najsilniejsi. Z czasem mogli to robić najsilniejsi i najbogatsi. W tej chwili polować może praktycznie każdy, kogo na to stać. Polowania stały się niedzielnym „wypoczynkiem” elit takich jak lekarze, mecenasi, włodarze, kler i inne grubsze rybki. Oczywiście stereotypowo niemal nieodłącznym elementem ubioru leśnika stała się strzelba. Powoli i w naszym społeczeństwie obraz myśliwego-wybawcy Czerwonego Kapturka przeradza się w myśliwego-mordercę. „Sport” ten staje się coraz mniej popularny. Świadczą o tym pojedyncze przypadki. Fotografując przyrodę korzystam z myśliwskich ambon, a na nich coraz częściej można spotkać napisy w stylu: 5. Nie zabijaj. Kolega fotoamator własną osobą spowodował, że myśliwy nie mógł zabić piżmaka, mając człowieka na linii strzału. Stadko kuropatw, uciekając przed psem i polowaniem, wbiegło między grządki ogródka jednego z działkowiczów, który odstraszył węszącego psa. W czasie polowania w pobliżu wsi przed domy wybiega młoda kobieta i wyzywa strzelbonoszów otaczających kolejny pusty miot*). Do zakładu fotograficznego przychodzi myśliwy i mówi, że nie bawi go zabijanie i chce zacząć fotografować przyrodę. Inny przypadkowo spotkany w lesie mówi żałuję, że strzeliłem tego byka, jednocześnie wstydzę się żalu, zacząłem pić na polowaniach, żeby było łatwiej. Niezależnie, co o tym powiesz, drogi czytelniku, samo spotykanie takich przypadków już o czymś świadczy. Przecież jeszcze 10-20 lat temu nie słyszało się o takich rzeczach. Najprawdopodobniej łowiectwo dożywa swoich ostatnich dni. A może kończy się tylko taki obraz łowiectwa? Świadczy o tym jeszcze jeden fakt. Kilka lat temu na obradach Sejmu RP ważyły się przecież losy Polskiego Związku Łowieciego. Ponadto ordynarne traktowanie innych ludzi przez myśliwych wyrabia im opinię gruboskórnych chamów. Rewizje osobiste osób przebywających w lesie, strzelanie do psów oraz zwierząt chronionych, egzekucje na nielegalnie posiadanych chartach gdzieś za stodołą na oczach dzieci, przepędzanie z terenów leśnych osób postronnych. Wystarczy w takiej sytuacji postraszyć regulaminem, zabraniającym kierowania broni w stronę ludzi.

Jedno jest pewne: jeżeli w ogóle łowiectwo ma być kontynuowane, to z pewnością nie w obecnej postaci. Większość myśliwych to panowie nie mający na co dzień do czynienia z bronią, często tzw. pudlarze, którym nierzadko zwierzyna wymyka się ranna. Poluje się wszędzie gdzie jest to możliwe, często w terenach i na gatunki znajdujące się pod ochroną. Opieka nad zwierzyną – sami myśliwi przyznają, że np. dokarmianie niewiele lub nic nie daje, a źle prowadzone tylko szkodzi, plaga kłusownictwa, jeżeli występuje, jest nie do opanowania (w tym przypadku po prostu muszą zmienić się ludzie). W czasie polowań gatunki zwierząt (np. kaczek) często są mylone, co prowadzi do przypadkowego strzelania tych chronionych. Wiele gatunków łownych wymaga ochrony – cóż stało się z cietrzewiem i głuszcem, na które polowano do ostatnich kilkuset sztuk.

To wszystko powinno się zmienić. Na początek ochrona dla wszystkich gatunków, które tego potrzebują. Następnie właściwa gospodarka łowiecka zgodna z prawami przyrody. To prowadziłoby do spornych ograniczeń. Na przykładzie wilków – tam gdzie występują wilki winno się zaprzestać prześladowania ich ofiar, dać przyrodzie szansę i trochę czasu na przywrócenie równowagi. Z jednej strony narzeka się, że za dużo jest zwierząt płowych, bo zjadają uprawy rolne i leśne, z drugiej – mamy podobno zbyt dużą ilość wilków żywiących się płowymi. Kiedy je się wystrzela, wilki z braku pożywienia mogą dać się we znaki hodowcom zwierząt domowych. Jednocześnie z narzekaniem na płowe zimą prowadzi się ich dokarmianie. Myśliwi chcieliby wyhodować sobie zwierzynę, a następnie ją zabić, a wilki w tym tylko przeszkadzają. Czyli tam, gdzie są drapieżniki, nie powinno się strzelać do ich ofiar. Sądzę, że po kilku (lub więcej) latach wahań w bardziej naturalnych zakątkach liczebność szybko doszłaby do jakiejś równowagi. A jeżeli nie, można by jej delikatnie w tym pomóc. Oczywiście nasze lasy nie są naturalne, ale są w stanie normalnie funkcjonować, potrzeba tylko trochę czasu. Ponadto polo-wać mogliby tylko ludzie do tego celu zatrudnieni, czyli pojawiłby się myśliwy zawodowy. Istnieją już tzw. myśliwi selek-cjonerzy – większość z nich dobrze strzela i mogłaby spełnić te rolę. Plan odstrzałów jest do ustalenia przez prawdziwych naukowców, których przecież nie brakuje.

Mój pomysł nowoczesnego łowiectwa ma dwie „wady”. Nie byłoby ono dochodowe i najpierw musiałoby przestać istnieć lub osłabnąć kłusownictwo, bo jednak w jakiś sposób myśliwi je ograniczają.

Sebastian Sobowiec
Towarzystwo Ochrony Przyrody
 Mieszczańskiego 3
39-432 Gorzyce


*) miot – tak myśliwi określają teren otaczany przez nagonkę, w którym będą polować (polowanie zbiorowe). Kolejny pusty miot czyli kolejny teren, w którym nic nie upolują bo już nie ma zwierzyny.
Sebastian Sobowiec