Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Opowieść o pyrach żyrowych - Przypowieść o ludziach i pieniądzu (część 1)

Opowieść o pyrach1 żyrowych2 - Przypowieść o ludziach i pieniądzu3

Na wyspie Potatos Utopijnego Oceanu żył niegdyś szczęśliwie i w pokoju naród zdrowy i dzielny. Potatosjanie byli biegłymi rolnikami i zręcznymi rzemieślnikami. Umieli także cieszyć się życiem. Mieszkania mieli schludne i praktycznie urządzone, zadbane ogródki, ulice lśniące czystością. Jednakową przyjemność sprawiała im praca jak i wypoczynek. Nie lenili się ale nie uznawali też zbytniego pośpiechu. Wszystko robili starannie i solidnie. Nie szczędzili czasu, by wszelki drobiazg wykonać z artyzmem. Każdy cieszył się tym co robił i praca była dla nich jak świętowanie.

Potatos był krajem żyznym i zasobnym. Miał bujne łąki, urodzajne pola, okazałe lasy z prastarym mieszanym drzewostanem, bogate złoża węgla brunatnego i nawet pewne zasoby kamiennego. Góra zbudowana prawie w całości z rudy żelaza dostarczała go hutom. Mieli bogate zasoby ropy a niedawno odkryto złoże miedzi. Bezowocne były tylko ich pilne poszukiwania złota, platyny i niklu.

Od reszty świata oddzielał ich niezmierny ocean. Tylko nieliczni śmiałkowie przynosili im wieści o życiu w dalekich krainach. Nie utrzymywali jednak z nimi regularnej komunikacji.


Było więc tak, że Potatosjanie nie posiadali żadnych metali szlachetnych i nigdy nie wpadli na pomysł tworzenia metalowego pieniądza. Jako środka wymiennego używali bulw pewnej rośliny, którą w mniej zamożnych krajach jedzono. Potatosjanie jednak w niej nie gustowali, bo obfitość smakowitych zbóż i owoców uczyniła ich wybrednymi.

Żaden Potatosjanin nie miał prawa hodować tej rośliny. Przekroczenie owego zakazu karano tak surowo jak u nas podrabianie pieniędzy, a skoro te rośliny mogły rozwijać się tylko w świetle słonecznym, bardzo szybko można było to przestępstwo wykryć. Rzadko też doń dochodziło, bo Potatosjanie nie mieli potrzeby nieuczciwego bogacenia się.

Rośliną służącą do wymiany była nasza pospolita pyra. Hodowano ją w państwowej uprawie i tylko dokładnie w takiej ilości jaka była niezbędna, aby Potatosjanie mogli dokonywać bez przeszkód wymiany swoich wyrobów i usług.


Główny Pyrmajster wiedział dość dokładnie ile pyr było do tego potrzeba. Co roku ilość ich nieco zwiększano ponieważ corocznie rosła produkcja. Biada, gdyby Pyrmajster nie wprowadził do obiegu dostatecznej ilości pyr, aby Potatosjanie mogli bez przeszkód pracować i uzyskiwać owoce swojej pracy. Natychmiast zostałby zawieszony. Podrabianie waluty było u Potatosjan najcięższym przestępstwem. Pyrmajster musiał skrupulatnie pilnować, aby ilość transakcyjnych pyr była we właściwej proporcji do podaży towarów na rynku.

W tym celu informowano go codziennie ile kosztowało masło, jajka, chleb, cegły, kopaliny, skóra, sukno, brzoskwinie i rzodkiewka. Wszystkie te liczby wpisywał starannie do tabeli, obliczał średnią, poczym porównywał ją z wynikiem z poprzedniego dnia. Jeżeli z poprzedniego był niższy, wiedział, że w obiegu pyr jest za mało. Groziło to ogólną obniżką cen, deflacją. Mogło spowodować zastój zbytu, bezrobocie, wzrost przestępczości, bankructw i samobójstw. W ręku Pyrmajstra był los wielu ludzi.

Wówczas musiał natychmiast powiększać obieg pyr. Przydzielał gminom dodatkowe pyry na wsparcie pomocy społecznej dla ubogich, na budowę szkół lub na inne inwestycje. W ten sposób pyry wchodziły na rynek, zwiększając siłę nabywczą. Popyt wzrastał i ceny wracały do poprzedniego poziomu.

Czasami ceny wzrastały nadmiernie. Lecz nie można było do tego dopuścić, ponieważ wówczas pracownicy zostaliby oszukani na płacach i oszczędnościach. Dlatego Główny Pyrmajster natychmiast zatrzymywał puszczanie do obiegu nowych pyr, a gdy to nie pomagało, zawieszał nawet obiecane już gminom kredyty i w ten sposób pyry były wycofywane z obiegu.

Tak to Główny Pyrmajster sterował cyrkulacją pyr, jak doświadczony i przewidujący kapitan żeglugi wielkiej; pewną ręka przeprowadzał szczęśliwie statek gospodarki Potatos przez grożące jej niebezpieczeństwa.

Małymi korektami zwiększającymi lub zmniejszającymi podaż pyr utrzymywał go na prostym kursie stałego poziomu cen. W jego biurze wisiała wielka tablica z milimetrową podziałką, na którą nanoszono bieżąco codziennie obliczany wskaźnik cen. Punkty te winny układać się na równym poziomie, jak wykres ciśnienia w dobrze wysterowanym kotle parowym. Nie powinien przebiegać zygzakiem w górę i w dół, jak na diagramie temperatury chorego człowieka.

Główny Pyrmajster zdawał sobie dobrze sprawę ze swej odpowiedzialności. Jeśli nie uwzględnił wykresu, następowało powszechne zamieszanie. Nic nie szło już jak należy. Wierzyciele tracili na rzecz dłużników, albo odwrotnie. Obniżano płace, dokonywano zwolnień, przestępczość brała górę nad uczciwością, bieda nad dobrobytem, pracownicy walczyli z przedsiębiorcami, ciułacze pieniędzy z wykupującymi towary. Zamieszki i ekscesy zagrażały pokojowi na całym Potatos.

Dlatego Główny Pyrmajster, który dobrze pełnił swój urząd, był bardzo szanowanym człowiekiem, cieszył się poważaniem niczym król, a po śmierci przechodził do narodowego panteonu historycznych wielkości.


Od wielu też pokoleń nie zdarzyło się by urząd Głównego Pyrmajstra był sprawowany nierzetelnie czy niedbale. W ciągu szeregu lat pokojowego i niezakłóconego rozwoju Potatosjanie osiągnęli zamożność i żyli szczęśliwie. Kryzysy gospodarcze i wahania koniunktury, utrata oszczędności, inflacja i deflacja, masowe bezrobocie, rewolty i wojny stały się pojęciami nieznanymi. Pracowali bez zakłóceń i wszystko co wytwarzali powiększało ich zasobność.

Stąd nie dziw, że Potatosjanie mogli żyć bogato i dostatnio, pomimo, że pracowali tylko 4 dni w tygodniu, nie więcej niż 5 godzin dziennie. Pozostały czas wypełniały im wesołe spotkania towarzyskie, zawody sportowe, doskonalenie rozmaitych umiejętności, biesiady, recytacje, śpiewy i muzykowanie.

Przy tym Potatosjanie nie byli bynajmniej hulakami ani ludźmi rozwiązłymi. Szacunkiem cieszył się tylko człowiek zaradny. Kto przez swą opieszałość popadał w biedę bądź w nędzę, nie mógł liczyć na żaden urząd opieki społecznej czy inną organizację dobroczynną. Spotykał się z ogólną pogardą i nie pozostawało mu nic innego jak wieść haniebny żywot żebraka lub popełnić samobójstwo.


Dlatego Potatosjanie mieli jakby wrodzone poczucie odpowiedzialności za swój los. Dzięki starannemu i roztropnemu gospodarowaniu starali się zabezpieczyć wobec zmiennych kolei życia i już jako dzieci zaczynali odkładać na fundusz ubezpieczeniowy, na wypadek klęsk, choroby, czy na stare lata. Nie musieli się obawiać o bezpieczeństwo swych oszczędności. Znali cenę pieniądza i szanowali go. Pierwszym i najważniejszym zadaniem ich demokratycznego prawodawstwa państwowego było chronienie go przed zakusami finansowych majsterkowiczów.

Dlatego też po prostu niepojęta była dla nich utrata swych oszczędności wskutek inflacji. Od wielu też stuleci nic takiego na Potatos nie miało miejsca.

Potatosjanie nie mogli naturalnie swoich pyr oszczędzać, bo wkrótce nic by z nich nie zostało. Nawet krótkotrwałe przechowywanie ich w torbie narażało na straty, gdyż przy płaceniu pyr nie liczono, lecz ważono. Ponieważ stale wysychały i traciły na wadze, każdy nieco tracił na noszonych przy sobie pyrach. Dlatego też trzymano ich przy sobie tylko tyle, ile było koniecznie potrzebne na opędzenie codziennych wydatków. Po odebraniu tygodniówki, czy miesięcznej wypłaty albo po zainkasowaniu jakiejś większej sumy za wykonaną pracę, każdy najpierw kupował zaraz wszystko co mu było potrzebne na najbliższy okres. Resztę składał w pyrowym banku, który mu zapisywał na konto wagę dostarczonych pyr. Jeśli następnie coś z tego pobierał, dokonywano odpisu danej wagi. Tak więc wpłacenie do banku było najprostszym i najpowszechniejszym sposobem zabezpieczania swych oszczędności przed stratami z powodu stałego wysychania pyr.

W każdym przypadku oszczędzający zabezpieczał się – poprzez oddanie swych oszczędności jako kredytu – przed stratą, którą poniósłby wskutek wysychania pyr, gdyby je nosił przy sobie w torbie lub przechowywał w domowym sejfie. Nie można było wyświadczyć mu większej przysługi niż wzięcie w depozyt jego oszczędności z gwarancją zwrotu w określonym czasie pełnej wagi.


Nikomu jednak nie przychodziło do głowy domagać się za pożyczkę jakiegoś specjalnego wynagrodzenia czy procentu. Gdyby ktoś to zaproponował, zostałby wręcz wyśmiany. Jaki procent? To trzymaj sobie twoje pyry i niech ci wysychają. Jeśli nam je oddajesz masz z tego dokładnie taką samą korzyść jak my. Dlaczego mielibyśmy ci jeszcze płacić procent?

Także banki nie wypłacały żadnych procentów. Ale też ich nie żądały. Oczywiście przechowywały dostarczone pyry w sejfach, lecz jak najszybciej je wypożyczały. Zawsze znajdowali się ludzie budujący dom, fabrykę czy jakieś przedsiębiorstwo. Przed uzyskaniem z nich dochodów, musieli oczywiście wydać wiele pyr na zakup materiałów budowlanych, surowców czy wyrobów, na opłacenie robotników i urzędników i na wszystko, czego wymagała realizacja przedsięwzięcia.

Wszystkim potrzebującym bank udzielał kredytu ze swych zapasów, pod jednym warunkiem: musieli zwrócić pełną wagę tego co otrzymali. Nie przychodziło im w ogóle do głowy domaganie się procentów, bo wówczas potencjalni kredytobiorcy prawdopodobnie zrezygnowaliby z pożyczki i pyry wysychałyby w bankowych piwnicach. Nie mogliby wówczas oczywiście zwrócić swoim depozytorom pełnej wagi zdeponowanych pyr.

Za swą pracę związaną z gromadzeniem i dalszym zarządzaniem i wypłacaniem zaoszczędzonych pyr, pyrowe banki naliczały niewielką prowizję, wynoszącą rocznie 0,5% od zdeponowanych i wypożyczonych sum, pobieraną w równej wysokości od kredytodawców i kredytobiorców. W prowizję tą były wliczone też straty ponoszone przez bank, który musiał utrzymywać zapasy pyr na codzienne wypłaty.


Ponieważ nikt nie musiał płacić odsetek za kredyty zaciągane w bankach czy od osób prywatnych, nie doliczano ich do ceny domów czy przedsiębiorstw, które przy ich pomocy budowano czy finansowano. Także gdy ktoś nie wypożyczał swoich oszczędności lecz inwestował je we własny interes, nie troszczył się o jego rentowność, to znaczy czy będzie mógł uzyskać odsetki od zainwestowanych pieniędzy. Wystarczyło mu w zupełności, że przedsięwzięcie dawało wynagrodzenie za pracę wszystkim współpracownikom. Więcej nie oczekiwano i nawet byłoby to niemożliwe, bo gdy jakieś przedsiębiorstwo dawało większe dochody, pobudzało to zaraz konkurencję, która rosła tak długo, aż nie pozostawało nic z nadwyżki. Ponieważ ponadto pyry uzyskiwano bez oprocentowania, konkurencja nie była ograniczona. Nie istniała żadna „granica rentowności”.


Niektórzy Potatosjanie dowiedzieli się nieco z książek czy z opowieści przedsiębiorczych podróżników o systemie finansowym w innych częściach świata. Potatosjanie ci uważali walutę pyrową za prymitywną i zacofaną i chętnie zastąpiliby ją czymś lepszym. Przede wszystkim wydawało im się niepraktycznym, że pyry można było przechowywać bez ponoszenia strat tylko przez bardzo krótki czas.

Inni jednak, którzy dokładniej przestudiowali zalety własnego systemu finansowego, nie chcieli nic słyszeć o jakimś trwałym pieniądzu. Dobrobyt i spokój społeczny panujący na Potatos uważali za ściśle związany z pozorną niedoskonałością swego pieniądza. Skoro nikt nie mógł bezkarnie gromadzić pyr, przechodziły one szybko, bezustannie z rąk do rąk. Panował w pełni równomierny, nie zakłócony ich obieg. Był to właśnie warunek pozwalający by Główny Pyrmajster mógł o każdym czasie zmierzyć ilość pyr znajdujących się w obiegu, aby poziom cen był stabilny. Gdyby każdy mógł dowolnie wydawać lub zatrzymywać pyry, w obiegu byłoby ich raz za dużo a innym razem za mało. W takiej sytuacji Główny Pyrmajster nie mógłby skutecznie regulować cyrkulacji. Wszystkie jego wysiłki zostałyby pokrzyżowane przez dowolne zachowania osób gromadzących pyry. Przy tym nie można by im było czynić z tego powodu żadnych zarzutów.

Nietrwałość pyr gwarantowała przede wszystkim ich nie zakłócony obieg, a dopiero to umożliwiało utrzymywanie stabilnego poziomu cen. Skoro nie istniały żadne ogólne wahania cen, nie było też na Potatos spekulantów polujących na ich spadki i wzrosty, skupujących dobra rzeczowe czy papiery wartościowe, czerpiących miliardowe zyski z różnic. Na Potatos tego rodzaju pasożytnictwo było nie znane.


Fakt, że wskutek nietrwałości pyr nie można było ich tezauryzować4 , oznaczał też, że wszystkie zarobione pyry szybko wracały na rynek na zakup towarów i usług. Nie występowały nigdzie różnice między produkcją a możliwością zbytu. Przymusowe bezrobocie było Potatosjanom w ogóle nieznane. Pracownikom nigdy nie groziła sytuacja, w której możliwość pracy była uwarunkowana tym, czy poziom płac pozostawiał dostateczny margines na opłacenie przez pracodawców procentów dla kredytodawców. Było całkiem zrozumiałe, że pracownicy otrzymywali łącznie całą cenę uzyskiwaną na rynku za ich produkcję. Sposób podziału całej tej sumy pomiędzy poszczególnych pracowników, robotników, urzędników i zarządzających, zależał od tego jak w swobodnej konkurencji była oceniana praca poszczególnych grup zawodowych.


Na Potatos nie istniały inne możliwości zarobienia pieniędzy poza pracą. Nie istniały procenty ani dywidendy, renty czy zyski ze spekulacji. Nie było też rent gruntowych, ponieważ cała Potatos stanowiła wspólną własność wszystkich Potatosjan.

Myśl, że wyspa, na której żyli, mogłaby zostać podzielona na kawałki stanowiące prywatną własność, wydałaby się im okropnym pomysłem. Kto brał kawałek ziemi pod uprawę, zabudowę, czy dla wydobywania surowców, musiał opłacać czynsz do wspólnej kasy i to tyle ile chciałby zapłacić ktoś inny.


Dochody z dzierżawy Potatosjanie rozdzielali między wszystkie kobiety wychowujące dzieci, ponieważ uważali, że wychowanie dzieci wymaga pracy i kosztów. Pracę tę powinny wykonywać przede wszystkim matki. Mówili że nie życzą sobie, by ktokolwiek na Potatos wykonywał pracę, za którą nie otrzymuje wynagrodzenia, bo znaczyłoby to, że inni otrzymują coś bez żadnego wkładu swej pracy. Twierdzili, że nie chcą aby kobieta była zależna gospodarczo od mężczyzny. O tym komu zechce ofiarować miłość, winny decydować jego cechy osobowe i dziedziczne. Owoce takich zasad były widoczne dla każdego, kto obserwował dzieci na Potatos – tryskające zdrowiem, szczęśliwe i pięknie ukształtowane, z błyszczącymi oczyma i zadowolone: dzieci miłości.


Dumnie nosiły głowę potatosjańskie niewiasty. Kochały wybranego mężczyznę, ale nie były odeń uzależnione. Ponieważ nie było bezrobocia i walki o posady, były dla nich dostępne wszystkie zawody, podobnie jak dla mężczyzn. Gdy zaś stawały się matkami, ich warunki ekonomiczne nie pogarszały się, lecz otrzymywały wynagrodzenie z funduszu opłat dzierżawnych.

Wzajemne stosunki między obu płciami były więc bardzo serdeczne i zażyłe. Gdy jakaś para wiązała się małżeństwem, czyniła to z powodu wzajemnej skłonności i odnosili się do siebie z wielkim szacunkiem i względami. Skoro żadne z nich nie było gospodarczo zależne od drugiego, żadnemu z nich nie przychodziło do głowy, że posiada wobec drugiego jakieś legalne uprawnienia. Wiedzieli natomiast, iż muszą codziennie na nowo zasługiwać sobie na miłość partnera tylko poprzez uprzejmość i czułość, przez przejawianie wszystkich sympatycznych stron całej swej istoty.


Tak to na Potatos wszystko było jak najlepiej uregulowane i to bez wielkiego aparatu administracyjnego, bez aroganckiej administracji wciąż wtykającej nos w prywatne życie obywateli. Nigdy by też do tego nie dopuścili, gdyż byli ludźmi dumnymi i kochali wolność.


Podatki, które musieli wnosić na cele publiczne, były niegodne wspomnienia. Główny Urząd Pyrowy finansował się sam, ponieważ wciąż musiano wprowadzać do obiegu nowe pyry, przede wszystkim aby dotrzymać kroku wzrostowi produkcji a poza tym dla wyrównania stałej utraty wagi wskutek ich wysychania. Dodatkowe pyry można było naturalnie wprowadzać do cyrkulacji w taki sposób, że Urząd opłacał nimi swoich urzędników i swoje zobowiązania. Mógł poza tym przyznawać dotacje czy udzielać kredytów na niedochodowe cele charytatywne.

Także administracja ziemska finansowała się sama. Na budowę oraz utrzymanie dróg i mostów pobierano opłaty od właścicieli wszystkich pojazdów, obliczane według ciężaru, w tonokilometrach. Natomiast wydatki Potatosjan na sądownictwo i policję były nieduże. Przestępstw – poza tragediami z powodu zazdrości – było niewiele. Wykroczenia przeciw własności były prawie nieznane, bo każdy Potatosjanin zawdzięczał swój dobrobyt tylko własnej pracy; dlatego szanował własność innych, zdobytą w taki sam sposób. Złodzieje i oszuści padali ofiarą ogólnej społecznej czujności, której Potatosjanie obawiali się bardziej niż kar sądowych.

Bardzo rzadko też zdarzały się prywatne procesy wynikające ze sporów własnościowych. Zasadniczo miały miejsce tylko wtedy, gdy chodziło o odszkodowanie za krzywdę wyrządzoną komuś przez niedbalstwo lub swawolę.

Zresztą w takich razach sprawy regulowano przeważnie poprzez ubezpieczenia. We wszystkich innych przypadkach, dzięki prostocie i przejrzystości potatosjańskich stosunków, słuszność czy jej brak były jasno widoczne. Każdy wzdragał się przed wytaczaniem procesu w tak oczywistej sytuacji, co naraziłoby go łatwo na wstyd i społeczny bojkot, nawet gdyby wygrał w sądzie.

Potatosjanom zresztą wcale nie było to potrzebne, bo mieli zapewnione bezpieczeństwo. Każdy mógł zawsze uczciwą pracą zapewnić sobie wystarczający zarobek. Wprawdzie nie wszyscy byli jednakowo zamożni. Kto był uzdolniony, aktywny, energiczny, zarabiał naturalnie więcej niż nieudolny, nieruchawy i słabowity. Jednakże dla każdego było zajęcie i miejsce pod słońcem, zgodnie z jego uzdolnieniami i kwalifikacjami. Różnic w zamożności, dokładnie takich jak różna była ich wydajność w pracy, nikt nie uważał za niesprawiedliwe. Przeciwnie, za niesprawiedliwe uważano by gdyby ociężali i mało uzdolnieni mieli tyle samo co zdolni i pilni.


Żyli więc Potatosjanie w całkiem naturalnym i stabilnym systemie społecznych hierarchii. Nie było nadmiernego bogactwa obok ciężkiej biedy, które mogłoby istnieć nie dzięki osobistym wysiłkom, tylko wskutek gospodarczych przywilejów, dochodów uzyskanych bez pracy. Nieliczni nieszczęśliwcy, którzy urodzili się jako kalecy lub niedorozwinięci, albo zrządzeniem losu postradali zdolność do samodzielnego utrzymywania się, nigdy nie musieli daremnie kołatać o cudzą pomoc, gdyż Potatosjanie nie chcieli psuć sobie korzystania z zamożności widokiem nędzy.


Potatosjanie od stuleci żyli w harmonii i błogostanie, w nienaruszonym pokoju i wojna nie niszczyła ich zamożności. Wprawdzie nie omijały ich nieszczęścia. Trzęsienia ziemi dewastowały kraj, gradobicia niszczyły im plony, wiele szkód wyrządzały powodzie i pożary. Komunikacja i praca zbierały żniwo ofiar. Jednakże wszystkie te nieszczęścia miały swe źródło poza ludzkimi kalkulacjami i wolą. Potatosjanie mobilizowali wszystkie swe umiejętności, by się przed nimi uchronić i pomniejszyć ich następstwa. Nie znali natomiast katastrof powodowanych rozmyślnie przez człowieka za ludzką wiedzą i wolą. Niszczenie ludzkiego życia i dzieł przy pomocy własnych, specjalnie wynalezionych w tym celu środków uważaliby za niepojęty obłęd.


Pewnego razu morze przygnało do Potatos łódź z dwoma całkiem wycieńczonymi ludźmi. Byli rozbitkami z wielkiego pasażerskiego parowca, storpedowanego przez nieprzyjacielską łódź podwodną, daleko od brzegów Potatos. Rozbitków znaleźli Potatosjańscy rybacy i dowieźli do szpitala w najbliższym mieście. Wkrótce jeden z nich zmarł, drugi zaś z wolna dochodził do siebie i dzięki fachowej opiece i intensywnemu odżywianiu zupełnie wyzdrowiał. Pomimo trudności, wkrótce nauczył się potatosjańskiej mowy. Ponieważ na wyspie podobało mu się znacznie bardziej niż w jego ojczyźnie i nie widział też żadnych możliwości powrotu, postanowił osiedlić się tu na stałe.


Potatosjanie nie mieli nic przeciw temu. Myśleli, że solidnemu, zdrowemu młodzieńcowi łatwo będzie utrzymać się na odpowiednim poziomie. Zapytali go też o umiejętności.

Przybysz odpowiedział, że w swej ojczyźnie był bankierem.

– Hm, bankier – zauważyli Potatosjanie – to niezbyt poszukiwany i intratny zawód. Dochody z bankierstwa były znacznie niższe niż na przykład z rolnictwa, rzemiosła czy techniki ale ostatecznie można było z tego wyżyć.

– Co? – zdumiał się Przybysz. – Bankier zarabia u was mniej od chłopa? A to dlaczego?

– Bo to jest najprostsza praca ze wszystkich – odparli Potatosjanie. – Przyjmować pyry, odważać, wynik wpisywać do księgi i wystawiać kwit, znów ważyć wydawać i księgować, przyjmować pokwitowanie i troskliwie przechowywać. To przecież potrafi robić średnio rozgarnięta uczennica. Za tego rodzaju czynności nie można zbyt wiele żądać.

– A gdzie odpowiedzialność ponoszona przez bankiera – obruszył się Przybysz. – Jak musi być rozważny, żeby kredytu udzielić tylko tym, którzy będą mogli i zechcą go spłacić. Jak musi być przewidujący, aby nie zainwestować powierzonych mu oszczędności w chybione przedsięwzięcia. Ile trzeba bystrości, zręczności i bezlitosnej stanowczości, by przy spadającej koniunkturze wycofać na czas swoje pieniądze ze źle idących interesów; jakiego trzeba refleksu, śmiałości, aby pod koniec kryzysu na czas zainwestować! Ileż przezorności, fachowości i szczęścia wymaga już sama gra na giełdzie, z jej ciągłymi skokami kursu w górę i w dół. Jedna fałszywa dyspozycja i cała jego egzystencja, a ponadto setek czy tysięcy oszczędnych, porządnych ludzi mogą zostać przekreślone za jednym zamachem. Z jakimż nieznośnym napięciem spędza niespokojne bezsenne noce w oczekiwaniu na jutrzejsze wydarzenia. Czy wszystko pójdzie dobrze, czy wszystko straci? A gdy zdarzy się coś, czemu nie może zapobiec, pomimo całej swej staranności, rzetelności i przezorności? Gdy wybuchnie wojna, gdy obligacje państwowe, uważane za najpewniejszą inwestycję, okazują się nic nie warte, gdy inflacja psuje walutę? Czyż bankier nie znajduje się wciąż w ognisku walki? Jakże często stają przed nim oszukani ciułacze, starzy, znękani, wygłodzeni mali ludzie z krzykiem: Co zrobiłeś oszuście z naszymi oszczędnościami? Oddaj nam nasze uciułane grosze, ty kacie, bo giniemy z głodu! Czy to wszystko można uważać za zadnie dla uczennicy? To absurd! Po prostu absurd!


Potatosjanie słuchali tej gniewnej przemowy z rosnącym zdumieniem. Większości z tego co mówił Przybysz zupełnie nie pojmowali. Dlaczego ktoś, kto wziął kredyt miałby go nie spłacić? Toż byłaby to jego własna ruina. A gdyby nie mógł? Dlaczego miałby nie móc? Czy istnieje człowiek, który bierze kredyt na zakup towaru, jeśli wie, że nie będzie mógł go z zyskiem sprzedać? Kto pożycza pieniądze na budowę domu, jeśli oczekiwany czynsz nie wystarczy na pokrycie kosztów eksploatacyjnych i zwrot kosztów budowy? A jeżeli tak jest dziś, dlaczegóżby miało nie być podobnie za 10, 20 czy 30 lat?


Spadek cen, obniżenie kursu, koniunktura, kryzysy, błędne inwestycje, spekulacja, inflacja, deflacja, wojna, bankructwo, zamieszki – co to wszystko znaczy? Dziwne doprawdy stosunki muszą panować w ojczyźnie Przybysza. Powinien spokojnie podjąć pracę w którymś z potatosjańskich banków, a wkrótce przekona się, jakie to wszystko jest łatwe i jasne!


Przybysz posłuchał rady i udał się do najbardziej renomowanego bankiera w mieście. Po krótkiej rozmowie, bez specjalnych egzaminów i długich wypytywań o świadectwa i dyplomy, został przyjęty do pracy podobnie jak to się praktykuje u nas z pracownikami fizycznymi.

Zaraz następnego dnia podjął swoje czynności. Wszystko działo się tak jak mu powiedziano. W banku panował ożywiony ruch. Wciąż przychodzili ludzie przynosząc zaoszczędzone pyry i odbierając pokwitowania. Przychodzili też tacy, którzy pyry pobierali i trzeba je było odpisywać z ich konta.

Byli też tacy, którzy potrzebowali więcej pyr niż mieli na koncie. Ci otrzymywali kredyty z zapasów bankowych. Stali klienci banku i wszystkie osoby, które bankier znał osobiście, otrzymywali kredyt bez wielkich formalności, pod jednym tylko warunkiem, że w określonym terminie go spłacą. Osoby nieznane bankierowi potrzebowały jedynie poręczenia jakiegoś znanego mu przedsiębiorcy. To wystarczało do otrzymania kredytu bez dalszych zastrzeżeń.


Nawet duże i długoterminowe transakcje kredytowe załatwiano w ten sam sposób. Gdy na przykład ktoś potrzebował pyr na budowę domu, musiał tylko zawrzeć na tę działkę umowę dzierżawy z urzędem ziemskim, przedstawić projekt budowlany i wstępny kosztorys dostarczony przez architekta lub przez przedsiębiorcę budowlanego. Otrzymywał wówczas z reguły najpierw pyry na budowę piwnicy. Gdy je zużył, pełnomocnik banku sprawdzał na miejscu ukończenie podziemnej kondygnacji. Wypłacano wówczas pyry na wykonanie parteru i tak dalej, aż do ukończenia budowy. Jedynym warunkiem, związanym ze spłatą kredytu, był wymóg porozumienia się z bankiem w przypadku sprzedaży domu. Kupujący musiał albo przejąć dług, albo musiał go bankowi spłacić. W podobnie nieskomplikowany sposób dokonywano kredytowania budów komunikacyjnych, urządzeń technicznych, zakupu towarów i zaopatrzenia. Rzadko zdarzało się, aby dłużnik nie dotrzymał punktualnie ustalonego terminu spłaty.

Co jednak najbardziej wprawiało Przybysza w zdumienie, to fakt stałej zgodności wpłat i wypłat. W banku nie gromadziły się w ogóle większe zapasy pyr, ani też popyt na kredyt nie przewyższał depozytów oszczędnościowych, którymi bank dysponował. Nigdy nie tracono płynności, ani nie wpadano w nadpłynność. Pomimo, że rezerwa płynnościowa – to znaczy ilość pyr dla wypłat na żądanie – była bardzo mała, nigdy nie było z tym kłopotu.

Gdy czasem żądania wypłaty rzeczywiście były zbyt duże, powodując zbytnie kurczenie się zapasu gotówki, inne banki w mieście, w których przeważały wpłaty, były gotowe do udzielenia pomocy. Jeśli zdarzała się sytuacja odwrotna, iż w banku rosły nadmierne zapasy, można było być pewnym, że zgłosi się jakiś inny bank, prosząc o pomoc, ponieważ tam wypłaty przewyższały nad wpływami. W sumie bankowe wpłaty i wypłaty stale się dokładnie równoważyły.


Gdy pewnego dnia przybysz zapytał swego szefa o przyczynę tego osobliwego zjawiska, ten zamrugał ze zdziwienia i odparł:

– Ależ nie ma w tym nic dziwnego. Niezwykłe byłoby, gdyby było inaczej. Ludzie przynoszący nam swoje oszczędności zarobili więcej niż aktualnie chcą zużyć. Zatem dostarczyli na rynek więcej usług i dóbr niż z niego pobrali. Te dobra i usługi byłyby nieosiągalne, nie zostałyby sprzedane, gdyby uczynione oszczędności nie zostały zwrócone z powrotem na rynek w postaci kredytów, dzięki czemu każdy towar można zbyć i skonsumować. Kierująca ludźmi chęć zysku i wzbogacenia się skłania ich do wykorzystania wszelkich możliwości zrobienia interesu; będą szukali kredytu dopóki istnieją jakieś nie wykorzystane usługi czy nie sprzedane towary. Nigdy nie może więc powstać nadmiar ani po stronie pracy ani po stronie towaru, pieniądza czy kredytów. Obie strony będą się zawsze równoważyć, dopóty, dopóki waluta ma się dobrze, to znaczy jak długo całkowita podaż pieniądza pozostaje w stałym stosunku do całkowitej podaży towarów, co możemy rozpoznać po niezmiennym poziomie cen.


Przybysz pilnie rozmyślał. nad tymi zależnościami. Czyżby to naprawdę miało być takie proste? Czyżby ten pokój, schludność, uczciwość i dobrobyt miały być tylko następstwem tej prostej, wręcz prymitywnej postaci pieniądza? A może Potatosjanie stanowią całkiem inny rodzaj ludzi niż jego rodacy? Dobroduszni, rozważni, naiwni, a przy tym bardziej odpowiedzialni i kulturalni?

Tak czy owak – pomyślał Przybysz – pieniądz i cały obieg pieniądza na Potatos był jednak prymitywny. Taszczenie ze sobą toreb z pyrami, konieczność odważania przy każdym zakupie nie tylko towaru ale i zapłaty to jeszcze gorsze niż muszle kauri u czarnoskórych w Zimbabwe. Pyrowy pieniądz był nieporęczny i niezgrabny jak pieniądz w postaci młyńskich kamieni na Karolinach.

Nie! Zgoda, że Potatosjanie są schludni, inteligentni i serdeczni, lecz pod tym względem są na pewno zacofani. Żyją jeszcze na tym samym poziomie kulturowym co Murzyni we Wschodniej Afryce i z pewnością jeszcze nie słyszeli o nowoczesnych formach pieniądza, systemu finansowego i kredytu. Tutaj rozciąga się dla niego ogromne pole działania. Oto godne Przybysza zadanie. Położy nieprzemijalne zasługi dla cywilizacyjnego postępu Potatos. Udostępni wyspiarzom możliwość korzystania z nowoczesnego obrotu pieniężno-kredytowego. Zapewne na Potatos jest pięknie i występuje dobrobyt, ale jakież bogactwa można będzie osiągnąć dopiero po wprowadzeniu nowoczesnych zasad i urządzeń w dziedzinie finansowej. Z tymi ludźmi doprawdy można stworzyć raj na Ziemi. Och! jeszcze wystawią mu pomnik jako wielkiemu gospodarczemu reformatorowi Potatos. Jego imię wejdzie na trwałe do historii.


Zabrał się więc do dzieła. Przede wszystkim Potatosjanie muszą poznać korzyści z bezgotówkowego obiegu płatności. Już tam znajdzie się po temu okazja. I rzeczywiście – znalazła się.

Gdy następnego ranka przyszedł doń wieśniak Hidalgo, aby pobrać ze swego konta 75 kg pyr, zapytał go:

– A na co ci to?

– A tobie co do tego? – odburknął zakłopotany Hidalgo, bo tego rodzaju pytania uważano na Potatos za nietaktowne i obcesowe.

– Nie pytam, żeby się wtrącać w sprawę twoich oszczędności – uspokoił go Przybysz. – Chcę ci tylko oszczędzić niepotrzebnego trudu.

– No, więc potrzebuję ich żeby zapłacić rachunek cieśli Kioki, za naprawę mojego chlewu. Jakże to ma ci pozwolić oszczędzić mi pracy?

– Bardzo prosto – powiedział Przybysz. – Co zrobi Kioki z pyrami, które mu stąd przyniesiesz? Pewno zapłaci nimi za to i owo, ale większą część prawdopodobnie przyniesie do nas, bo jest człowiekiem oszczędnym i ma konto też w naszym banku. Idę o zakład, że pyry, które mu teraz zaniesiesz, wrócą do nas w ciągu 24 godzin.

– Może i tak – odparł Hidalgo. – Ale jak chciałbyś to zmienić?

– Spójrz, tu jest czysta kartka papieru – odrzekł Przybysz. – Teraz piszę na niej: ‘Do Banku Pyrowego w Wiluija: proszę przelać 75 funtów pyr z mojego konta na konto cieśli Kioki’. Teraz podpisujesz się pod tym i wszystko jest już załatwione. Odpisujemy ci z konta 75 funtów, a do konta Kioki dopisujemy 75 funtów i zawiadamiamy go, że zapłaciłeś w ten sposób swój rachunek. Czy to nie proste?

– Jednakże – zauważył Hidalgo – jeżeli Kioki przypadkowo nie miałby u was konta?

– To miałby pewnie w banku Korona. To też nie stanowiłoby żadnej trudności. Wtedy po prostu zawiadomilibyśmy bank Korona, aby dopisał na konto pana Kioki, na nasz rachunek, 75 funtów. Bank Korona na pewno ma klientów, którzy chcieliby dokonać przelewów na konto naszych klientów. Sumami tymi obciążyłby nas, natomiast my bylibyśmy mu winni sumy, które nasi klienci przelali tamtym. Wszystkie te sumy możemy łatwo wzajemnie skompensować. Co kwartał ustalamy, czy pozostała jakaś różnica – saldo na nasze lub na ich dobro i wówczas – w razie potrzeby – moglibyśmy je wyrównać poprzez zapłatę gotówkową.

– Ależ to proste, genialne! – wykrzyknął Hidalgo. – Tak, to nam naprawdę oszczędzi mnóstwo czasu i fatygi. To jest ogromny postęp w płaceniu. Opowiem to wszystkim moim przyjaciołom. Że też od dawna na to nie wpadliśmy! Jakże byliśmy zacofani!


Wieść o nowej metodzie płacenia błyskawicznie rozniosła się po kraju. Przybysz uzyskał reputację geniusza finansowego. Szef uczynił go dyrektorem i wspólnikiem banku i pozostawił mu wolną rękę przy wprowadzaniu nowego sposobu zapłaty.


Teraz Przybysz rozwinął gorączkową działalność. Dał wydrukować formularze poleceń przelewu i podjęcia gotówki, w postaci pięknych, czyściutkich książeczek, zawierających po 50 kartek i wręczył je swoim klientom, którzy z zapałem zaczęli czynić z nich użytek.

Inne banki poszły za jego przykładem i tak, obok pyr – dawnego środka wymiennego – pojawiła się odmiana środka płatniczego, które nazwano pyrami księgowymi, czekowymi, czy bankowymi, ale przeważnie „pyrami żyrowymi”. Natomiast prawdziwe pyry nazywano w dalszym ciągu pyrami gotówkowymi lub pyrami płatniczymi.


Pomimo, że Potatosjanie tak byli dumni ze swego nowego systemu płatniczego i tak chętnie wszędzie się nim posługiwali, nie przyszło im jednak do głowy aby zupełnie pozbyć się niewygodnych pyr gotówkowych. Także robotnikom i urzędnikom próbowano wypłacać pobory czekami. Przyjmowali papiery z mieszanymi uczuciami i pytali z powątpiewaniem: – Czy nam ktoś za to coś sprzeda?

Skoro nazajutrz rano ich żony przyszły do sklepów, zrozpaczeni kupcy zawołali:

– O Dobra Toioko! Co mamy robić z tymi wszystkimi czekami? Nie mamy w kasie żadnych pyr gotówkowych. Co teraz mamy robić? Oczywiście moglibyśmy wam wystawić czeki na resztę. Ale to dopiero kłopot! Zupełnie tracimy kontrolę i już nie wiemy naprawdę co mamy w kasie. Zamiast wieczorem podliczyć kasę, musimy robić długie zestawienia przyjętych i wydanych czeków. Ale nie wiemy, czy te czeki są dobre. Wielu firm, które je wystawiły w ogóle nie znamy, a przede wszystkim nie znamy figurujących na nich podpisów. Nie, nie! Idźcie raczej do swoich firm i każcie sobie wypłacić za swoje czeki gotówkowe pyry. To wydaje nam się prostsze i pewniejsze.


Okazało się też, że najwyżej można było przekazać wynagrodzenia urzędników i robotników na ich konto bankowe, ale dalej płatniczy obrót bezgotówkowy już nie działał. Przy sprzedaży towarów ostatecznemu konsumentowi, przy codziennych zakupach w sklepach i na rynkach, żądano prawdziwego środka wymiennego – pyr. Bez nich nie można się było obyć. Podobnie działo się na kolei, w komunikacji miejskiej i morskiej, na poczcie i w restauracjach. Gdy zaś wilujańczyk udawał się do innego miasta i chciał uregulować rachunek hotelowy czekiem, przyglądano mu się sceptycznie, a w przypadku szczególnie podejrzanego gościa mogło się zdarzyć, że dla zabezpieczenia zatrzymywano jego bagaże, do czasu gotówkowego zrealizowania czeku. Jednakże przy pomocy czeków lub przelewów dokonywano szeregu płatności, które przedtem wymagały pyr gotówkowych. Pyry gotówkowe krążyły w znacznie mniejszym zakresie. Obok nich pojawiły się, jako konkurencja, „pyry żyrowe”. Przy nie zmienionej ilości towarów, w obiegu znajdowały się środki płatnicze zwiększone o całą sumę przelewów bezgotówkowych. Przy tej samej podaży towarów popyt na nie znacznie się zwiększył. Wszystkie ceny poszły w górę. Ludzie zaniepokoili się. To od lat nie zdarzyło się na Potatos. Było oczywiste, że Główny Pyrmajster zawiódł. Zaczęto go publicznie obwiniać, żądając wyjaśnień.


Lecz Główny Pyrmajster już podjął własne przeciwdziałania. Był pierwszym, który dostrzegł wzrost cen. Znał też powód, dlatego poczynił energiczne kroki. Poinformował więc ministra finansów, że będzie trzeba ograniczyć podaż pyr, więc nie może więc na razie liczyć na kredyty i dotacje z Centralnego Urzędu Pyrowego. Minister finansów wziął to pod uwagę i natychmiast ogłosił zarządzenia podatkowe na pokrycie deficytu budżetowego. Odwołano kredyty przyznane gminom z pyrowego funduszu walutowego i zażądano jak najszybszego ich spłacenia. Na pokrycie spłat gminy musiały więc wprowadzić dodatkowy podatek dla mieszkańców. Jednakże – ponieważ Naczelnemu Pyrmajstrowi wydawało się to nie wystarczające – przeprowadził z ostrożności jeszcze uchwalenie podatku akcyzowego, aby w ten sposób wycofać z obiegu nadmiar pieniędzy.


Te wszystkie środki wzburzyły opinię publiczną przeciw niemu. Nie dostosował się – mówili – a teraz chce naprawić szkody takimi drastycznymi metodami.


Ale Główny Pyrmajster zachował zimną krew.

– Za wszystko trzeba płacić – powiedział. – Uchwaliliście nowe metody płatnicze. Dlatego część pyr w obiegu stała się zbędna. Trzeba je wycofać przez podatki, albo będziecie musieli pogodzić się z ogólną zwyżką cen, z inflacją. Musicie wybrać jedno z dwojga.

Potatosjanie nie mogli odmówić logiki jego wywodom i ich niezadowolenie zwróciło się od Głównego Pyrmajstra ku Przybyszowi.

– Popełniłeś błąd. Powinieneś nas uprzedzić ile będzie kosztować twoja genialna reforma. Rozważylibyśmy czy mamy stosować się do twoich propozycji.


Przybysz przemyśliwał nad jakąś wymówką. Gdyby się zgodził, że nie potrafił przewidzieć skutków swoich ulepszeń, przepadłaby z kretesem jego reputacja jako finansowego geniusza. Powiedział więc:

– Każdy postęp coś kosztuje. Za darmo możemy tylko umrzeć. Zmiana metod płatniczych przynosi naturalnie pewne zakłócenia cenowe, ale to sprawa przejściowa. Ceny wrócą do równowagi. Dlatego tak rygorystyczne obłożenie całego społeczeństwa podatkami jest zupełnie niepotrzebne i aspołeczne.


– Nie dajcie się zwodzić – odparował Główny Pyrmajster. – Jeśli sądzicie, że w ten sposób unikniecie kosztów, mylicie się. Tak czy owak będziecie musieli zapłacić. Jeśli odmówicie podatków, stracicie odpowiednio na spadku siły nabywczej waszych pyr, a to jest znacznie bardziej niesprawiedliwe, ponieważ spadek siły nabywczej, spadek wartości pieniądza, lub – co na jedno wychodzi – wzrost cen wszystkich towarów – obciąża tylko wierzycieli, szczególnie pracowników pracujących zarobkowo, oszczędzających, dostawców, krótko mówiąc wszystkich, którym należą się jakieś sumy pieniężne; natomiast korzystają na tym dłużnicy, ci którzy mają coś zapłacić, a przede wszystkim właściciele nieruchomości, którzy wybudowali domy i fabryki za pożyczone pieniądze, ponieważ zmniejsza się wartość ich długów.


Słysząc to dłużnicy nadstawili uszu. – Aha, tu można nawet coś zarobić! Ten sklerotyczny dureń, Główny Pyrmajster chciałby to uniemożliwić swoimi podatkami? Nonsens! – Założyli Związek Obrony Interesów Właścicieli Domów i Fabryk, mówili o nieznośnym obciążeniu gospodarki, o zamachu na własność, o bolszewickich metodach podatkowych, wytykali interesowność ludzi, którzy nie godzili się ponosić ofiar na rzecz postępu, którzy zawsze stawiają swoje egoistyczne interesy ponad społecznymi itd. itp.

Przyznawali słuszność Przybyszowi i dłużnikom. Podatek akcyzowy przepadł. W obiegu pozostały wszystkie pyry. Ceny podskoczyły o prawie 300%. Rozgorzał nieustanny bój pracowników z pracodawcami o dostosowanie wynagrodzeń do wzrostu cen. Oszczędzający stracili trzy czwarte swoich oszczędności, zaś realna wartość wszystkich długów spadła czterokrotnie. Po raz pierwszy od stuleci na Potatos zapanowały waśnie, zwady, polityczne szczucie, rozgoryczenie i radość z cudzej krzywdy u członków zwalczających się partii.


W końcu stopniowo uspokoiły się wzburzone fale codziennego życia na Wyspie. Główny Pyrmajster jeszcze raz zapanował nad sytuacją. Chociaż obecnie nadal za dużą część towarów płacono bezgotówkowo, udało się skutecznie sterować popytem poprzez regulowanie podaży pozostałych w obiegu pyr, tak aby ceny utrzymywały się na stałym poziomie. Na Potatos powróciła dawna harmonia codziennego życia. Inflacja stopniowo odeszła w zapomnienie.


Przybysz uznał, że nadeszła pora do następnego szturmu. Pewnego dnia zapytał mimochodem swego byłego szefa, a obecnie przyjaciela i wspólnika, niewinnie, jakby z czystej ciekawości:

– Słuchaj no, dlaczego właściwie nasze pieniądze zachowują się w tak odmienny sposób?

– Odmienny? O co ci chodzi? – padła zdumiona odpowiedź.

– No przecież – powiedział Przybysz – pyry gotówkowe przy każdym użyciu ponownie na nowo się odważa, a skoro wciąż tracą na wadze, stale następuje niewielka strata. Natomiast pyry żyrowe są oderwanymi liczbami. Zawsze jest ich tyle samo. Ciągle otrzymuje się za nie pełną wagę pyr gotówkowych, bez żadnej straty.

– Ależ to całkiem zrozumiałe – zauważył bankier. – Pyry żyrowe to przecież oszczędności, które oszczędzający wypożyczył nam sam, lub poprzez swojego dłużnika. Gdy się coś od kogoś pożyczyło, to przecież należy to zwrócić w pełnej wadze. Jeśli ci pożyczę dzisiaj cetnar pyr, to za rok mogę żądać zwrotu całego cetnara, a nie jakiejś części.

– Dla mnie nie jest to takie całkiem zrozumiałe – odparł Przybysz. Pyry żyrowe to przecież także pieniądz. Można przy ich pomocy dokonywać zakupów, opłacać rachunki, realizować wymianę, wszystko to co można robić też przy pomocy pyr gotówkowych. Stanowią więc regularny pieniądz, zupełnie tak samo jak pyry gotówkowe. Dlaczego więc mamy je inaczej traktować i inaczej się nimi posługiwać?

– Nie chwyciłeś sensu i istoty środka wymiennego – pouczył go bankier. – Nasze pyry są ogólnie uznanym, wszędzie stosowalnym gospodarczym środkiem wymiennym i płatniczym. Jego ważność wynika z jego funkcji. Przyjmuje się je jako zapłatę, bez potrzeby sprawdzania tożsamości, uprawnień, czy wiarygodności płatnika. Gdy ktoś płaci pyrami, nie musi sobie zaprzątać głowy czy jest w stanie zapłacić bo swoją zdolność do zapłaty udowadnia tym, że płaci. – Natomiast nie ma to miejsca w przypadku pyr żyrowych. Ich funkcja zależy całkowicie od zaufania do wystawcy. Aby uznać czek, muszę znać nie tylko wystawcę, ale muszę być też przekonany, że podpisał on czek osobiście, że ma pokrycie w wysokości wypisanej sumy, oraz że ma prawo nią dysponować. Zapłaty dokonanej czekiem, przelewem, przekazem czy wekslem mogę być pewny dopiero, gdy trzymam w ręku gotówkowe pyry. Te pyry gotówkowe są więc czymś całkiem innym niż twoje pyry żyrowe i nigdy nie mogą tamtych zastąpić.

– A to dlaczego? – spytał Przybysz. – Przecież największą część wszystkich transakcji już obecnie dokonuje się w sposób bezgotówkowy. Według moich ocen około cztery piąte wszystkich płatności odbywa się przy pomocy pyr żyrowych, a tylko jedną piątą płaci się gotówkowymi. Dlaczego ta pozostała jedna piąta nie miałaby być także regulowana drogą bezgotówkową?

– To nie możliwe – odrzekł bankier. – Już miałeś sposobność przekonać się, przy wprowadzaniu bezgotówkowego obiegu, że w sklepach, czy na targowiskach, gdzie każdy może przyjść i kupować, albo w podróży, potrzebny jest ogólnie uznany środek wymienny, zupełnie niezależny od zaufania do płacącej osoby.

– Zgoda – odparł Przybysz. – Ale to w niczym nie zmienia faktu, że przy pomocy żyrowych pyr można dokonać zakupów tak samo jak przy pomocy pyr gotówkowych. Są więc tak samo jak tamte równoprawnym pieniądzem; dlaczego miałyby mieć całkiem inne właściwości i miałyby być inaczej traktowane?

– Dlaczego? Ponieważ pomimo to pieniądz żyrowy jest zasadniczo czymś całkiem innym. Jest i pozostaje wierzytelnością, roszczeniem do pieniądza, a więc sam nie może być pieniądzem. Jeśli masz wobec mnie roszczenie do dostarczenia ci cetnara wiśni, możesz je scedować na B, a ten może je przenieść na C itd. – kolejno na D, E, F. Gdy dostarczyłem następnie F cetnar wiśni, wszystkie roszczenia zostają zaspokojone. Sytuacja wygląda dokładnie tak samo jakby każda z tych osób otrzymała cetnar wiśni od swego dłużnika. Jednakże bez obecności cetnara prawdziwych wiśni, które dostarczę F, wszystkie te przeniesienia nie mają przecież żadnego sensu. Tylko na nich polega pięciokrotna wartość zlikwidowanych roszczeń. Nie inaczej ma się sprawa z relacjami między pyrami gotówkowymi i żyrowymi.

– Twój przykład jest nietrafny – sprzeciwił się Przybysz. – Wiśnie są dobrem konsumpcyjnym. Są bezpośrednio użyteczne. Środek wymienny nie ma dla mnie żadnej fizycznej przydatności. Jego użyteczność polega tylko na tym, że go przekazuję dalej. Lecz pod tym względem pyra gotówkowa w żaden sposób nie różni się od żyrowej.

– Z wiśni mam taki pożytek, że je zjadam, z szafy – że przechowuję w niej moje rzeczy, kazanie niedzielne podnosi mnie na duchu, zaś przy pomocy środka wymiany kupuję. Nie widzę tu żadnej istotnej różnicy. Co się tu nazywa „bezpośrednim użytkiem” a co – „właściwością fizyczną”? Funkcji środka wymiennego nie można oddzielić od jego fizycznego istnienia. Jeśli myślisz obyć się bez faktycznego, fizycznego pieniądza na końcu tych wszystkich przyrzeczeń zapłaty, dokonywanych przy pomocy czeków, przelewów, weksli itd., cały twój żyrowy obrót załamie się, podobnie jak widzieliśmy w przykładzie z wiśniami.

– Mógłbym sobie wyobrazić – odparł Przybysz – że faktyczna realizacja zobowiązań dokonywałaby się nadal przy pomocy przyrzeczenia przeze mnie zapłaty, za pośrednictwem ogólnie przyjmowanego i bezwarunkowo uznawanego czeku banku emisyjnego.

– W takim razie czek ten stałby się prawdziwym środkiem wymiennym. Nie byłby już przyrzeczeniem zapłaty, ale zapłatą. Wszystkie przyrzeczenia zapłaty, czeki, przelewy, weksle itd., nie oznaczałyby nic innego jak zobowiązanie dostarczenia wydanych przez Bank Emisyjny papierów wartościowych na okaziciela. Te obietnice zapłaty muszą w końcu na coś opiewać. Obietnice zapłaty i środki zapłaty nie mogą przecież w żadnym razie być jednym i tym samym. Obietnicę zapłaty może wystawić każdy. Jest czysto prywatną sprawą. Natomiast środki płatnicze mogą być produkowane i emitowane tylko przez urząd centralny, autoryzowany przez cały naród. Taka jest i zawsze była różnica między twoimi pyrami żyrowymi, a pyrami gotówkowymi.

– Może to i racja – skomentował Przybysz. – Tym niemniej pozostaje faktem, że pyry żyrowe działają jak pieniądz, stanowią też o popycie na towary, tak samo jak pyry gotówkowe. Zwiększenie ich podaży – jak widzieliśmy – może wywołać całkiem znaczną zwyżkę cen. Dlatego należy je poddać takiej samej regulacji ilościowej jak pyry gotówkowe, a w tym celu należy je wyposażyć w takie same właściwości jak tamte.

– Jakby to miało wyglądać? – spytał bankier.

– Bardzo prosto. Pyry żyrowe winny podlegać ciągłemu zmniejszaniu ich wartości, dokładnie tak, jak to ma miejsce z wysychającymi pyrami gotówkowymi. Należałoby więc także odejmować codziennie od wszystkich depozytów bankowych i oszczędnościowych pewną małą część, odpowiadającą utracie wagi pyr.

– I wierzysz, że znajdzie się jeszcze ktoś, kto przyniesie do naszego banku swoje oszczędności?

– Nie, wcale nie. Dlatego nie zrobimy tego sami. Trzeba to będzie uregulować prawnie.

– Spróbuj, powodzenia.

Z tymi słowami bankier rozstał się ze swym innowacyjnym kolegą.


Ten zaś znów zabrał się do pracy. Zredagował memoriały i rozesłał je do wszystkich bankierów, przemysłowców i hurtowników, odwiedził czołowe osobistości z różnych związków gospodarczych i zawodowych, parlamentarzystów, ministrów, profesorów i ostatecznie udało mu się zwołać ogólną konferencję gospodarczą, w trakcie której mógł przedstawić swoje propozycje.


Potatosjanie słuchali go z uwagą; jego żądania wprawiły ich w osłupienie. Wielu czuło, że coś tu się nie zgadza, ale nie umieli tego sprecyzować. Ze względu na reputację Przybysza, jako finansowego geniusza i z obawy przed jego zdolnościami polemicznymi woleli zatrzymać swoje wątpliwości dla siebie. Podniósł się tylko Stary Pyrmajster i tak powiedział:

– Drodzy Rodacy!

– Wnioski Przybysza polegają na zupełnym nieuwzględnianiu różnic między środkiem wymiennym, a środkiem oszczędnościowym. Przekazywanie należności za pomocą czeków czy przelewów jest możliwe tylko jeśli uprzednio poczyniono oszczędności i zdeponowano je na kontach bankowych. Jednakże te oszczędności są i były poczynione po to, aby później móc je zamienić na pyry gotówkowe. Stanowią dobro rezerwowe, którego ci, co je zaoszczędzili nie chcą na razie naruszać.

– Oszczędności nie należy też ruszać z miejsca, zupełnie przeciwnie do środka wymiennego – pieniądza – który musi być w ruchu, jeśli wymiana dóbr ma działać sprawnie, a gospodarka prosperować.

– Obecnie jednak także i oszczędności podlegają obiegowi, przenoszone z konta na konto przez przelewy i czeki. Wskutek tych przemieszczeń mogą nawet zastępować w pewnym zakresie środki wymiany. Jednakże nie wolno ich ruszać z miejsca.

– Można w każdym momencie zaniechać wszelkiego przekazywania należności bankowych i obrotu czekowego bez żadnej szkody dla gospodarki. Miejsce wyłączonego z jakiegokolwiek powodu przenoszenia oszczędności zajmuje natychmiast obieg pyr gotówkowych. Zarządzamy wówczas ich obrotem w taki sposób, by średni poziom cen był stabilny, przez co dbamy o to, by wszelkie pożądane wymiany mogły zostać dokonane obojętnie czy tylko przy pomocy pyr gotówkowych, czy w mniejszym albo większym zakresie przy pomocy tak zwanych pyr żyrowych. Tam gdzie pan i władca jest obecny, parobek i zastępca mogą spać spokojnie. Aby zaś pan i władca – powiedzmy pyry gotówkowe – stale były obecne tam gdzie są potrzebne, aby nigdy nie groziło niebezpieczeństwo zakłócenia zbytu, spadku cen czy bezrobocia, nad tym czuwam ja, któremu wy, moi rodacy, powierzyliście opiekę nad waszym instrumentem wymiennym.

– Obecnie Przybysz chce wam wmówić, że musicie poddać obrót swoimi oszczędnościami tym samym warunkom co obrót pieniężny. W tym celu chce poddać także bezgotówkowe przelewy regulacji ilościowej. Przyznaję, że w żaden sposób nie mogę sobie wyobrazić jakby to miało wyglądać w praktyce. Przybysz chce codziennie odejmować jakąś małą sumę, która odpowiadałaby utracie wagi naszych pyr gotówkowych, aby w ten sposób równouprawnić pyry żyrowe z gotówkowymi. Pytam was, kto wówczas przyniesie jeszcze do banku swoje oszczędności i zainwestuje je w gospodarkę? To unicestwiłoby fundament istnienia kredytu, w tym także obrotu żyrowego. Zniweczylibyście podwaliny waszego dobrobytu. Ostrzegam!


Potatosjanie zgotowali swemu Głównemu Pyrmajstrowi gorącą owację. Teraz zrozumieli o co chodzi.


Jednakże przewodniczący Związku Obrony Interesów Właścicieli Domów i Fabryk znów nadstawił uszu. Jak to – reforma proponowana przez Przybysza utrudniłaby inwestowanie oszczędności? Ależ to byłoby dobre. Niewielu mogłoby inwestować. Można by zbudować dochodowy dom czynszowy bez obawy, że ktoś obok zbuduje inny i obniży cenę wynajmu. Oczywiście, na Potatos można żyć bez zbytnich trosk, ale prawdziwe bogactwo, o jakich opowiada Przybysz, możliwe w jego ojczyźnie: dysponowanie milionowymi kwotami i rzeszami pracowników u nas są nieosiągalne. Przeszkadza temu wciąż rosnąca konkurencja, która jednak potrzebuje pieniędzy i musi zaczynać od jakichś oszczędności. Nieźle byłoby ją trochę przyhamować.

Właściciele domów i fabryk postanowili więc poprzeć propozycję Przybysza.

– Wywody Głównego Pyrmajstra są w pełni słuszne – napisali w swojej gazecie. – Jednakże ich wada polega na tym, że są nazbyt słuszne. To typowy przykład czysto racjonalistycznego myślenia. Ale gospodarka nie może się tym tylko kierować. Musi być jakieś miejsce dla spraw moralno-obyczajowych, dla potrzeb serca i duszy..., itd., itp., w podobnym stylu.


Otóż Potatosjanie byli religijni. Niczego nie obawiali się bardziej niż Bożego Gniewu i zarzutu materialistycznego myślenia. Cała logika Głównego Pyrmajstra musiała ustąpić pola przebiegłym spekulacjom właścicieli domów i fabryk. Propozycje Przybysza przyjęto i wdrożono.


Odtąd co tydzień ustalano i rejestrowano ogólny stan kont bankowych. W cotygodniowych sprawozdaniach Głównego Pyrmajstra publikowano nie tylko wskaźnik cen hurtowych i detalicznych i ilość pyr w obiegu, ale także sumę wszystkich obecnych banknotów.

Ile depozytów nie uległo zmianie, jakie sumy przeniesiono z konta na konto, ile powstało nowych depozytów dzięki wpłatom pyr gotówkowych, ile umniejszono lub umorzono, o tym naturalnie nikt nie mógł mieć żadnego pojęcia. Ale nie przeszkadzało to statystykom zliczać łącznie należności depozytowe i pyry gotówkowe we wspólnej rubryce, pod nazwą „całkowita podaż pieniądza”.

Potatosjanie zupełnie nie wiedzieli jak właściwie mają tę sumę rozumieć i do czego miała służyć. Cała sprawa bardzo się skomplikowała, stała się nieprzejrzysta. Sprawiała jednak wrażenie bardzo naukowej i postępowej.


Skoro jednak obecnie pyry żyrowe i gotówkowe miały być bezwarunkowo traktowane tak samo, pod koniec każdego tygodnia z każdego konta bankowego odpisywano kwotę dokładnie taką samą, jak strata na wadze odpowiedniej ilości pyr gotówkowych. Wskutek tego dla Potatosjan stało się obojętne czy zaoszczędzone pyry przechowują w banku, czy u siebie w domu. W obu przypadkach strata była taka sama. Dlatego nikomu nie chciało się dreptać ze swymi oszczędnościami do banku. Prościej było trzymać je w domu. Ponieważ jednak tutaj ich wartość co dzień spadała wskutek wysychania, starano się kupować wszystko co tylko dało się kupić.

Większych zakupów nie można było jednak dokonać przy pomocy parodniowych oszczędności. Nie można było zbudować w ten sposób domu, kupić maszyn, uzbierać na posag ani na studia. Cała konsumpcja Potatosjan rozmieniała się na drobne nabytki: dobre jedzenie i picie, modne stroje, biżuterię, przedmioty luksusowe, kosztowne podróże itp. Potatosjanie stali się nagle rozrzutni. Jednakże wraz z tym zachwiał się solidny fundament ich dobrobytu. Przestano studiować. Nie tworzono nowych przedsiębiorstw, bo nie było pokrycia w oszczędnościach i gromadzenie gospodarczych zapasów zostało sparaliżowane.

Wielkie masy Potatosjan coraz to bardziej ubożały. Właściciele domów i fabryk tryumfowali. Wreszcie znikła presja wciąż odradzającej się konkurencji. Niedługo ogólny brak kredytów będzie musiał doprowadzić także do braków w zasobie nieruchomości, domów, maszyn i fabryk, magazynów itd. Wtedy zostaną panami sytuacji. Ich posiadłości będą stanowić piękny monopol. Będzie można dyktować do woli ceny i czynsze, nie oprze się im żadna siła, szczególnie jeśli zrezygnują z wzajemnej konkurencji. Postanowili wprowadzić odpowiedni statut dla właścicieli domów i fabryk.
F. E. Ricardo
przekład Szczęsny Zygmunt Górski

Przypisy:

1. Pyra – ziemniak, w gwarze wielkopolskiej (przyp. tłum.).
2. Żyrowy – odpowiednik pieniądza na bankowych rachunkach żyrowych tj. rozliczeniowych (przyp. tłum.).
3. Tekst niemiecki Die Giralkartoffeln pochodzi ze stron www.systemfehler.de, www.geldreform.de (przyp. tłum.).
4. Gromadzić poza obiegiem transakcyjnym (przyp. tłum.).

>>Czytaj dalej część drugą
F. E. Ricardo